Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyliczanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyliczanka. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 grudnia 2014

Gdzież się podziewałem jak nie było mnie tu, gdzie teraz jestem?

Powracam po miesiącu przerwy. Wprawdzie w czasie tego miesiąca nie napisałem niczego dłuższego niż lista zakupów, ale mam nadzieję, że nie wyszedłem z wprawy. Miałem na głowię kilka dużych egzaminów, kolokwiów i projektów w internecie. Kolejne przede mną. Nie wiadomo jeszcze czy pokonałem wielką królową wszystkich nauk - matematykę stosowaną. Mam nadzieję, że uciąłem jej łeb przy samej szyi. Miło by było zacząć zaliczanie egzaminów soczystą piąteczką.
Pomarzyć i głupi może, nie?

W każdym bądź razie postanowiłem poopowiadać Wam, gdzie ostatnio muzycznie zapuściłem korzenie, co w pierwszych miesiącach studenckiego życia leci u mnie w odtwarzaczu. Czyli w sumie nihil novi. To samo co robiłem dotychczas i co chciałbym robić jeszcze długo.
Trzeba tylko uciec ze zwariowanej krainy liczb.
Nie przedłużając zbytnio - zapraszam do lektury.

09. Pablopavo & Ludziki - "Telehon"

Patrikosowe feng shui - pozbycie się telewizora bardzo, ale to bardzo korzystnie wpłynie na Wasze życie. W każdym bądź razie moje poranki z czwórkową audycją poranną "Nawiedzeni" poszerzyły dość znacznie moją "śmietnikową" playlistę na Spotify, gdzie wrzucam absolutnie wszystko, co wpadnie mi w ucho. Jedną z takich piosenek jest właśnie dosyć mocno porypany tekstowo "Telehon". Niby oniryzm, wątki narodowościowe, wszystko jest takie dziwnie odrealnione. I ciągle to "Halo?! Tu Pablopavo dzwonię do Ciebie ze snu!" wołające do półsennego słuchacza z oddali.
A może po prostu nie posłodziłem herbaty?



08. Barabas - "Idiotka"

Intrygująca piosenka o dewotce. Dość nietypowa tematyka jak na polskie konserwowane klimaty. Eski i RMF-u raczej "Idiotka" nie zwojuje, ale światek zafascynowany elektroniką zauważy ciekawą kreację sceniczną Barbas (swoją drogą uwielbiam gogle Pani wokalistki), gdy tylko wydadzą swój pierwszy longplay. Jestem o tym święcie przekonany. Hehehe piosenka o dewocie, klęczącej w kościele, a ja jestem ŚWIĘCIE przekonany. Hihihi.  Suchary na bok. Płyta zamiesza na polskim rynku muzycznym. Na razie jest tylko pierwszy singiel, ale ja kupuję tą elektrotrupę w ciemno!


07. Natalia Przybysz - "Królowa Śniegu"

Krążkiem "Prąd" 1/2 byłego Sistars - Natalia Przybysz - pokazała, że na soulu i piosenkach Janis Joplin jej repertuar się nie kończy. I co teraz hejterzy? Na razie nad "Prądem" zachwyty wznosi większość branży muzycznej. Nie dziwię im się. To bardzo ładny krążek. Najbardziej do gustu przypadła mi spokojna "Królowa Śniegu", położona praktycznie na samym finiszu płyty. Brzmiąca trochę jak oldschoolowe country. Słuchając słonecznej, spokojnej gitarki przychodzą mi na myśl Mazury latem. Jest bardzo kolorowo, ciekawie. Wszystko wokół jest takie spokojne, a przy czym niesamowicie napompowane emocjami. Aż chciałoby się westchnąć "wow, wow. Uszanowanko dla Pani Natalii Przybysz"

poniedziałek, 29 września 2014

Ulubieńcy lata 2014

I kolejne lato za nami. Razem z tym blogiem jest to moje drugie lato. Rok temu opowiadałem Wam o
płytach, które praktycznie zawsze wybrzmiewają u mnie w słuchawkach. W tym roku było nieco inaczej, bo ogólnie o płytach w przyjemnym, letnim klimacie. Stety niestety pora ciepłych dni już nawet na kartkach kalendarza przeminęła - a zastąpiła ją jesień. Niektórzy mówią, że jest ona nawet ładniejsza niż lato (zbieracze liści i kasztanów - łączmy się!). Wróćmy jednak na moment jeszcze do ciepłych dni - oto przed Wami pierwsza jesienna Wyliczanka - moi ulubieńcy lata, czyli kawałki, które podbiły moje serce w ciągu tych wakacji, wałkowałem je do upadłego i wałkować pewnie będę jeszcze przez długi czas, ale wkraczając jakby nie patrzeć w nowy etap życia, warto zrobić muzyczne podsumowanie najdłuższych wakacji w życiu, które wcale nie okazały się takie monstrualnie długie, jak to wszyscy zapowiadali. Tak czy inaczej zapraszam do lektury ;)

13. blur - You're so great

Kojarzycie ten super hicior grupy blur, który śpiewają wszyscy, umieszczają nałogowo w każdej możliwej reklamie, wciskają go w sportowych i ogólnie wyskakuje on na Was nawet z lodówki? Nie będzie o niej mowy! Jedyne co łączy tą odlschoolową balladę z największym przebojem zespołu jest to, że znajdują się na jednym krążku "Blur" z 1997 roku. Czym urzekła mnie ta piosenka? Prostym, akustycznym, aczkolwiek mrocznym brzmieniem kojarzącym się nieco z Placebo i tekstem. Fakt, perfidny zwrot "Coz You're so great and I love you" jest nieco infantylny i na pewno nie jest to dla Damona Albarna Mount Everest jego tekściarskiej kariery, aczkolwiek brzmi przynajmniej szczerze. I ja to kupuję.


12. The Dumplings - "Technicolor Yawn"

Refren tego sielankowego hitu jest niczym klątwa - prawie przez 4 miesiące podśpiewywałem go w wolnej chwili. Aczkolwiek tym na pewno wyróżnia się dobry radiowy utwór - osiada w głowie, rozgaszcza się zanim w ogóle zaprosimy go do środka. Co więcej jest skoczny, pogodny - nic tylko siedzieć na plaży w blasku letniego słońca i popijać drinki z fikuśną palemką. Najpiękniejszy możliwszy czilling tylko ze smażingiem. Co więcej nie zachwycamy się nim tylko w Polsce. Nasze kochane Pierożki posmakowały z tą piosenką między innymi słuchaczom w Czechach, Słowacji i Niemczech. 

11. Grimes - "Oblivion"

A oto zwyciężczyni nagrody specjalnej. Statuetka z podpisem "Najbardziej urocza wokalistka XXI wieku" ląduje u Pani Grimes. W dzisiejszych czasach mamy naprawdę sporo pięknych artystek tworzących muzykę, ale swoimi teledyskami, gdzie radośnie podryguje zawsze to w innym kolorze włosów kanadyjska producentka skradła me serce. Oczywiście jej piosenki są równie piękne jak i uroda Kanadyjki. Jej znakiem szczególnym jest to, że na pierwszy rzut ucha odśpiewuje jakieś niezrozumiałe szatańskie frazy. Czasem są one po angielsku, czasem... no właśnie nie wiadomo Na koncie ma trzy studyjne albumy z czego jeden, zatytułowany"Visions", wydany przez słynną na całym świecie wytwórnię 4AD. Grimes miała ponoć wydać w tym roku nowy krążek, ale wyrzuciła go ostatecznie do śmieci. A szkoda - bo w komputerowym stosie usuniętych plików mogły być tam takie perełki jak skoczny "Oblivion". 


10. Maja Koman - "My Dear Deer"

Bardzo przyjemny singiel z dużą dawką dęciaków, ukulele i ciepłym głosem Mai Koman - artystki, która jak dla mnie stworzyła krążek roku. Polecam szczególnie na jakieś szalone wakacyjne wycieczki - sprawdza się :D niemniej jednak "Porquois Pas?" (o którym pisałem tutaj) jest płytą uniwersalną na każdą porę roku i nie tylko letnie wyprawy muszę rozbrzmiewać w rytmach tych kilkunastu fantastycznych utworów.



czwartek, 17 lipca 2014

Wyliczanka #6 "Drzwiowa muzyka"

Dziś będziemy wyliczać na paluszkach piosenki pewnego ważnego dla muzyki zespołu. Są takie bandy bez których muzyka - nawet ta najprostsza, najbardziej pierwotna, docierająca do każdego ucha - nie byłaby tą samą muzyką. Jedną z takich grup są The Doors. Fabryka hitów w stylu introwertycznego psychodelicznego rocka. Bo kto nie znałby chociaż jednej z ich piosenek - "Riders of the storm", "Break on trough (to the other side)", czy "Hello, I love you"? Zwykle zespoły tego kroju cierpią na dosyć smutną przypadłość - bezkształtna masa ludków zna bardzo dobrze tylko te katowane przez radia i przeceniane bez przerwy płyty z serii "The Best Of", kiedy każda taka grupa ma na swoich płytach takie kompozycje, że kolana się uginają. The Drzwi - jak i cały ten dzieciokwiatowoodstockowy rock są bardzo fajne na lato. Dlaczego? Trochę jest w tym ironii. Otóż mimo ciągłego wypierania się epoki, w której żyło pokolenie hippie skipie, to ich utworki są przesiąknięte tamtymi czasami jak gąbka wodą w czasie poobiedniego zmywania. To muzyka parnych, śmierdzących potem małych moteli, oldschoolowych samochodów mknących pośród polnych drug i całego tego westernowego stuffu. Przyznajcie, że takie lato ze starych amerykańskich filmów zawsze Was urzekało! Nie? No to zachwyci na pewno muzyka tamtych lat.
Zapraszam do lektury!

Break on trough (To the other side)

Przebój tylko gwoli wstępu do całości. Znienawidziłbym siebie gdybym tego tutaj nie wstawił. Zanim mnie zbesztacie - wiem, wiem, wiem, że miało być bez kotletowych hiciorów, ale zbyt mocno kocham tę piosenkę, żeby nią tutaj nie zarzucić. Mówi się trudno. Cóż - zawsze jest szansa istnienia jakiegoś specjalnego przypadku, który nie zna jednego z największych przebojów Jima i spółki. Teraz może nadrobić zaległości. Dużo nie trzeba mówić, wystarczy się wsłuchać. I przy okazji nastrajać się na kolejne punkty wyliczanki.
Przyciemnione pomieszczenie, śpiewający Jimmy Morrison -
kiedyś to robili kreatywne teledyski, nie ma co.

czwartek, 20 lutego 2014

Wyliczanka #5 "Muzyka z zarostem na przedzie"

Dzień dobry!
Wszyscy wyspani? Ja w sumie tak mimo tego, że dzisiaj wstałem bardzo wcześnie (mój zegar biologiczny chyba kompletnie się rozregulował z ogromu szczęścia, wywołanego wolnym czasem :P). Jeżeli nie wyspani to w try miga po kawę i zapraszam ponownie za kilka minut, post nie ucieknie! :)
Zauważyłem ostatnio, że mój blog skupia się głównie na śpiewających kobietach i ich zespołach (czasem z mężczyznami w składzie, niekiedy na całych girlsbandach). Bardzo się zmartwiłem, że Panowie mogliby poczuć się brutalnie przeze mnie dyskryminowani, a z racji dżenderów, równouprawnienia i pokoju na świecie tego byśmy nie chcieli! Niech nikt się zatem nie obraża, dzisiaj nadrobię wszelkie zaległości i skupię się na muzyce, gdzie pierwsze skrzypce grają mężczyźni. Zapraszam do lektury! 

#10 Mike Oldfield

Gdzieś już o nim wspominałem. Bodajże przy recenzji płyty "Tubular Bells III". Co mogę o nim powiedzieć? Muzyczny zachwyt mojego śp. Dziadka, który ogólnie miał wybitny gust muzyczny i żałuję, że nie mogłem dłużej z nim obcować na jednym świecie, podyskutować o muzyce. W każdym razie to dzięki jego wpływowi w moim domu znalazła się duża część płyt Mike'a Oldfielda, którego lubią wszyscy w mojej rodzinie. Genialny kompozytor, który w swoich kompozycjach potrafi tworzyć piękne, odległe światy. Polecam zwłaszcza jedno z jego pierwszych dokonań - płytę Herghest Ridge z połowy lat '70, która swoim układem może wydawać się niesamowicie długa, gdyż są to dwie części trwające po 20 minut każda, aczkolwiek czas spędzony przy słuchaniu tych dźwięków leci bardzo szybko, a na duszę działa lepiej niż najlepszy miód, czy czekolada.




#9 Łąki Łan

Jeżeli miałbym wskazać najbardziej kolorowy i najbardziej zakręcony muzyczny, polski projekt, to wahałbym się między Big Fat Mamą, a wspomnianym wyżej właśnie Łąki Łanem. Grupa tak niesamowicie pozytywna, że sam zastanawiam się co oni takiego biorą. Skład to sześciu Panów nie z tego świata. Poń Kolny, Paprodziad, Bonk, Mega Motyl, Zając Cokictokloc i Jeżus Marian, grający jak sami mówią gatunek, zwany Łąki Funkiem, stworzyli tak barwną i ciekawą kreację sceniczną, że słuchacze nigdy ich nie zapomną. Stylistycznie na płytach jest to kosmos, którego nie idzie podciągnąć pod nic. Przypominają te piękne czasy Woodstocku 1969 i dzieci kwiatów, mieszając to z bardzo przyjemną dla ucha elektroniką. Po prostu kosmos, wyższa sfera podświadomości, kabała i Wróżbita Maciej. Kto nie był nigdy na ich koncercie, to ma zadanie domowe!




#8 The Beatles

Kto by ich nie znał? Kto by nie znał całej ich dyskografii? Wokół tego zespołu krąży tyle legend, co i ciekawych historii zawartych w rozmaitych biografiach empikowych półek. Pamiętam, że wiele osób nazywa ich prekursorami grunge'u, heavy metalu. Inni wspominają, że ulubionymi cukierkami George'a Harrisona były gumowe żelki, a pewnego razu chłopcy musieli opuścić koncert w przebraniu policjantów. Pomimo swojej wielkiej sławy i ciekawej biografii, mieli również wielki talent, dzięki któremu nadali muzyce rozrywkowej na całym świecie zupełnie nowy bieg. Kolejna ciekawostka - przeróbek i coverów Beatlesów jest na Spotify tak dużo, że do normalnych płyt nie idzie dotrzeć (albo po prostu ich nie ma) - wrzucam więc linki z Youtube'a.


#7 Dub Fx

Poznałem go przez znajomego. Pamiętam jak zachwycał się kawałkiem "Flow" i mówił "musicie tego koniecznie posłuchać!". Wykonanie prosto z ulicy w akompaniamencie saksofonu i skocznego beatu, tak mnie urzekło, że jeszcze przez długi czas zachwycałem się muzyką Australijczyka. Jest to całkowicie niezależny artysta (za co bardzo go podziwiam), który głównie gra na ulicach wielkich miast, wykorzystując darmowe sample i swój własny głos. W trakcie jednego z takich gigów, pewnego razu w Manchasterze spotkał swoją życiową partnerkę - Flower Fairy, która wówczas postanowiła wspomóc go w sprzedaży jego płyty. od tamtego czasu z nim współpracuje, tworzy niektóre teksty i wspiera artystę wokalnie w piosenkach. Jego muzyka to ciekawe połączenie regae z drum and bass'em. 




#6 Happysad

Wróćmy na polskie ziemie, miodem i mlekiem płynące. Tutaj możemy znaleźć bardzo ciekawą grupę, która już jako młodzi chłopcy wydali w 2004 roku swój pierwszy krążek, który zaskakująco szybko dotarł do serc fanów. Od tamtej pory grupa cały czas odnosi sukcesy, nie przejmując się pełnymi jadu hejterami, nazywającymi ich "grupą dla gimbazy z rzemykami na dłoniach". I bardzo dobrze! Ze wstydem przyznaję teraz, że sam kiedyś nie przepadałem za tą grupą dopóki nie poszedłem na juwenaliowy koncert i nie przekonałem się jak genialni są na żywo, ogromne pokłady energii i świetna atmosfera na linii zespół - fani. I może tematyką czasem są trochę banalni, bo 3/4 piosenek traktuje o miłości, to i tak potrafią pięknie o niej mówić, a ich stwierdzenie "miłość to nie pluszowy miś" na stałe zapisało się już chyba w polskiej frazeologii. Brawo twórczy Happysadzie. Poloniści i fani padają u Waszych stóp.



#5 Nick Cave & The Bad Seeds

Z dumą mogę przyznać, że jest to światowej sławy grupa, którą udało mi się usłyszeć na żywo z racji Opener'a niecały rok temu. Grupa funkcjonuje od 1987 roku już jako odłam innej grupy muzycznej - The Birthday Party. Zawiera się w niej pięć narodowości całego świata - Szwajcar, Amerykanie, Australijczycy, Niemcy, Anglicy. Multum byłych członków i zawiła historia kto, gdzie, jak i kiedy. Z wysokim, postawnym brunetem o głębokim jak ocean basie przy mikrofonie. Tak! To właśnie Nick Cave cieszący się bardzo dobrą opinią pośród publiki. Uwielbiam ich  za klimatyczne kompozycje. Niekiedy szalone i rockowe z dzikim pazurem przywodzącym na myśl westerny, czasem wolniejsze dla potańczenia z zapalniczką uniesioną w górę na koncercie (ktoś tak w ogóle jeszcze robi?).



#4 Kult/ Kazik/ Kazik Na Żywo

To taki prawie Nasz Słowacki XXI-wieku. Zawsze powie Polakom prawdę o nich samych, niekiedy nawet w sposób wulgarny. Z tą jednak różnicą, że tego jakże urokliwego człowieka wszyscy (no z małymi wyjątkami) lubią, a on sam nie cierpi na wieczną depresję. On i jego współpracownicy z kilku różnych formacji mają zawsze nietypowe, zaskakujące pomysły (teledyski są tak niesamowite, że nawet "Avatar" Camerona się chowa :P), pośród których każdy znajdzie coś dla siebie. Dowodem jestem Ja, bo o ile najnowsza płyta Kultu "Prosto" w ogóle mi nie pochodzi, a moje uszy jakoś nie mogą przetrawić singlowego "Dobrze być Dziadkiem", to "Bar La Curva/Plamy na słońcu" Kazika Na Żywo to już czysty majstersztyk! Kult za to dawniej potrafił być też bardzo romantyczny, czego dowodem zamieszczona niżej "Dziewczyna bez zęba na przedzie". 



#3 Obywatel Grzegorz Ciechowski

W zamierzchłych czasach z burzą blond włosów, ułożonych nietypowo jak na polską modę PRL-u ze swoją długą grzywką, którą Ci bardziej zgryźliwi wyśmiewali, potem te włosy ściął i śpiewał o pieniądzach. Jego brak w dzisiejszych czasach to prawdziwa tragedia dla dzisiejszej, polskiej muzyki rozrywkowej. On również śpiewał o Polsce i robił to pięknie. Jego "Nie pytaj o Polskę" to piękna muzyka szarych leningradów, brudnych kamienic i pustych sklepów za komuny, który mnie niesamowicie porusza. Z Republiką wyczyniał jeszcze większe cuda, dzięki którym zapisał się w pamięci słuchaczy.

#2 Damon Albarn

W latach '90 szokujący publiczność swoim metroseksualnym wyglądem, śpiewał wówczas piosenkę "Girls and Boys", którą niektórzy uważają za hymn biseksualizmu. Serca słuchaczy podbił piosenką z dwójką w tytule ("Song 2") należącą do bluru. Światowe hity tworzyłe jednak również w założonym przez siebie i Jamiego Hewletta wirtualnym zespole Gorillaz, które popularnością wyprzedziło jego macierzystą formację. Pamiętam swoje zdziwienie kiedy pojąłem, że 2-D i Damon Albarn to jedna osoba. To własnie z jego powodu pojechałem na Opener'a. Blur i ich britpopowe brzmienie kocham! Co więcej Albarn udziela się również solo - wkrótce jego najnowsza płyta, o której też już wspominałem z okazji rozpoczęcia nowego roku. Zapowiada się niezły rozstrzał gatunkowy między akustycznym rockiem, a nowoczesną elektroniką. Jakie będzie to wyczekiwane "Everyday robots"? Czas pokaże.




#1 Nirvana

Z całego zestawienia to Oni mieli na mnie największy wpływ. Teraz powiem Wam coś, czego niektórzy zgromadzeni tutaj nie wiedzą. Wprowadzę wątek autobiograficzny. Dawno, daaaawno temu w zamierzchłych czasach tak zwanej "gimbazy" byłem mentalnym grungem, co niektórym (i mi dzisiaj) może wydawać się zabawne, aczkolwiek wtedy to było dla mnie wielkie zaangażowanie w ideę. Zamykałem się tylko i wyłącznie do muzyki rockowej, krytykując wszelką inną jako "komerchę", chodziłem ubrany w śmieszne, podarte koszule, na wszelkich forach podpisywałem się ksywką Nevermind i marzyłem o gitarze, którą sobie ostatecznie kupiłem, jednak z czasem zacząłem otwierać się na inne gatunki i cała idea muzyki z Seattle jakoś mi umknęła. Teraz patrzę na tamten czas trochę z rozbawieniem, trochę z sympatią, bo to były naprawdę fajne czasy (poza tym muzycznym ograniczeniem - nie wiem jak Ja tak mogłem)! Niewątpliwie grupa miała na mnie - jak i wielu innych ludzi w moim wieku - przeogromny wpływ. Mam większość ich dyskografii, do której zdarza mi się z sentymentu wrócić. Posiadam obszerną biografię Nirvany i książkę na temat śmierci Kurta Cobaina. W szafie trzymam też do dzisiaj nadgryziony zębem czasu, przerośnięty sweter w czerwono-czarne paski, który kupiłem "bo Kurt taki miał, to Ja też będę".
Z racji tego, że dziś wokalista Nirvany kończyłby 47 rok życia, chciałbym mu życzyć wszystkiego dobrego - gdziekolwiek teraz jest. Pod spodem wstawiam cztery moje ulubione piosenki Nirvany, co jest bardzo trudne z racji na wspaniały, aczkolwiek wyjątkowo szybko zwieńczony repertuar zespołu.





środa, 18 grudnia 2013

Świąteczne wspominki. Czyli #Wyliczanka numer bodajże 4.

Witam Was wszystkich w ten grudniowy wieczór!
Równo rok temu (no dobra, dobra - bez jednego dnia), zacząłem Was bombardować muzyką, którą uważałem za najlepszą na świąteczny czas, wypełniony śnieżnymi krajobrazami za oknem, karpiem na stole i lampką czerwonego wina, wypitą przy dźwiękach, płynących z adaptera winyli. (żebym Ja tak pięknie rok temu pisał, wiem, jestem fontanną skromności). Tak naprawdę wtedy wolałem się skupiać na tandetnych obrazkach sprzed wigilijnego stołu, gdzie wszyscy życzą sobie wszystkiego dobrego. Pomijając zawartość merytoryczną ubiegłorocznych wypocin - wówczas sprezentowałem Wam fenomenalne June Julii Marcell oraz magiczne A Jolly Little Christmas from Frank Sinatra. Była to zaledwie malutka cząstka muzyki, która kojarzy mi się ze Świętami Bożego Narodzenia. Coś mnie naszło i postanowiłem stworzyć słodki jak peerelowskie landrynki post. Dzisiaj, korzystając z okazji zbliżających się Świąt wrócę do tego okresu. Będzie totalnie na spontanie, bez żadnego przygotowania. Taki będę szalony! Zatem starą, blogową tradycją - zapraszam do lektury!

#15 Cool Kids of Death - "Plan Ewakuacji" 

To było bodajże 3 (A może 2? Nie jestem pewien) lata temu. Wróciliśmy z jakieś imprezy rodzinnej dzień przed Wigilią razem z rodzicami bardzo późno. Nic w tym więc dziwnego, że najzwyczajniej w świecie chciałem się wyspać przed kolejnym długim, rodzinnym spędem. Niestety Babcia wraz z Mamą miały zdecydowanie inne plany. Wigilia zwykle odbywa się u Nas, więc oczywiście wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, co wiąże się z przygotowaniami już od 8 rano. Tamtego dnia leciała u nich w kuchni Trójka i to właśnie ta piosenka mnie zbudziła. Wstałem, wyjrzałem przez okno, padał śnieg, a w tle właśnie Plan Ewakuacji. Wtedy zrozumiałem, że wszystko jest na swoim miejscu. Polecam również teledysk (dostępny w internecie, ale blogger odmawia posłuszeństwa w dodaniu go tutaj).




#14 Sorry Boys- Evolution (St. Teresa)

Jeszcze nie miałem okazji tego testować świątecznie i katować tym rodziny. W tym roku spróbuję. O Sorry Boys pisałem. I pisałem. I pisałem jeszcze więcej. O najnowszej płycie, zatytułowanej "Vulcano" stworzonej przez tą wybitną, polską formację też już pisałem. Ten utwór - jak dla mnie obecnie numer 1. na liście przebojów z tej płyty. Od pierwszego przesłuchania już czułem, że będzie to coś wspaniałego, słuchać tego na Święta (w tle w tym kawałku brakuje mi tylko dzwonków sań Świętego Brodacza). 


#13 The Police - "Every Little Thing She Does Is Magic"

Z tym kawałkiem jest jak ze wszystkimi utworami starego, dobrego Frania Sinatry - za każdym razem na święta katuję do bólu uszu. Pamiętam jak usłyszałem ten kawałek po raz pierwszy na jakimś karaoke. Potem wróciłem do domu i słuchając jednego z największych przebojów Stinga i spółki robiłem świąteczne porządki. Wtedy jeszcze słuchałem muzyki na Groovesharku i Youtubie i wpadłem w taką manię, że zrobiłem dla The Police nawet osobne playlisty na obu tych portalach. Pewnie dalej gdzieś je mam na moich antycznych, zakurzonych i zjedzonych przez mole kontach. Ale ten kawałek jest taki piękny i aż buchający zimowomiłosną magią, musicie tego posłuchać, żeby poczuć magię świąt. Olejcie oklepane, kotletowe "coraz bliżej święta"!


#12 Brodka- "Bez tytułu"

To był rok 2011. Zaczynałem wtedy Liceum. To był bardzo dobry rok dla polskiej muzyki rozrywkowej - między innymi właśnie wtedy Monika Brodka zmieniła się z ugrzecznionej laureatki "Idola", śpiewającej o ślubie w nieokrzesaną bojowniczkę polskiej alternatywy i wydała pod okiem Marcina Borsa swój najlepszy dotychczas album długogrający - "Grandę". A tam znalazło się miejsce na przykład dla takiej perełki jak "Bez tytułu". Tłusty, elektroniczny, główny motyw na syntezatorze i ciekawe syntetyczne wstawki, z towarzyszącą łamiącą się perkusją, zmieszane z wokalem Moniki w pyszne świąteczne, muzyczne ciasto. Zakochałem się wtedy na ulicy, słuchając tego tracku. Można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego przesłuchania, trwająca do dziś :)


#11 Frank Sinatra- "Let it snow"

Ja wiem, wiem. Święta to u mnie Sinatra i Sinatra, ale to nie mogło się tutaj nie znaleźć. Magia. Dzisiaj już się takiej nie da stworzyć w studiu. Można tylko słuchać i słuchać. I słowa są tu niepotrzebne (zupełnie do mnie niepodobne stwierdzenie



#10 Czesław Śpiewa- "Frozen Margarita (with gin)"

Obecnie nie jestem już fanem tego Pana. To nie kwestia tego, że się sprzedał jak mówią niektórzy, ale jakoś minęliśmy się w ideałach i muzycznie. Mimo wszystko "Pop" z 2010 roku stoi u mnie na półce i jestem z tego dumny, bo jakby nie patrzeć jest to bardzo dobra płyta. A "Frozen Margarita" - osobliwa historia z alkoholem w tle z baśniową oprawą muzyczną, przypominającą mi trochę Shreka. Pamiętam jak śnieg zasypał szczecińskie ulice, a wtedy właśnie tego słuchałem. To były ładne święta dla moich dziecięcych oczu.



#9 Kasia Kowalska- "Oto Ja"

Gemini. Rok 1994. Nie było mnie jeszcze na świecie, gdy powstała ta płyta (może byłem już w planach - tego nie wiem, ale może być taka opcja). Wracając do samej piosenki. O ile "Gemini" to płyta bardzo drapieżna i nieokiełznana, o tyle "Oto Ja" to najspokojniejsza wysepka na tym morzu rockowego szaleństwa. Piękny evergreen lat '90, a te mimo że trochę tandetne, to nigdy się nie nudzą. Jest to jeden z moich "naj" jeżeli chodzi o Kasię Kowalską.



#8 Sofa- "Serpentyny i bańki mydlane"

Sofę odkryłem jakoś rok temu za sprawą zupełnie innego utworu niż wspomniany. Był to mianowicie "Hardkor i Disko", puszczony w jakimś radiu w ramach anegdoty na temat końca świata, przepowiedzianego przez Majów. Jak widać przeżyliśmy kolejną apokalipsę, a w tamtym roku z sympatii jaką wzbudziła we mnie ta ciekawa grupa, łącząca muzykę rockową z elektroniką, choinkę ubieraliśmy w domu przy "Serpentynach...". I tak jakoś będzie mi się kojarzyć ze świętami już zawsze. Polecam zapoznać się z przygodami Eryka w kosmosie!


#7 Metallica - "One"

Dlaczego akurat to? Pamiętam, że i Mama, i Babcia były w ten świąteczny poranek w pracy. Tata miał wolne i został z takim 8-letnim Patryczkiem w domu. Co postanowili zrobić? Podenerwować sąsiadów, dokładnie! A najlepszym sposobem na zirytowanie tych, którzy puszczają techno o 3 nad ranem jest puścić im muzykę na cały regulator, kiedy Ci smacznie odsypiają melanże życia. Jako iż Tata dawno, dawno temu w innej galaktyce był metalem i nosił długie kudły, to puściliśmy im cały koncercik Mettaliki. To był piękny początek świąt! Swoją drogą - wybiera się ktoś na nadchodzący koncert Jamesa Hetfielda i jego świty?



#6 The XX- "VCR"

A to już kawałek na poświąteczne wegetowanie. Najlepiej przy wspaniałych prezentach, jakim mogą być płyty - senny "Vcr" z debiutanckiej płyty jednego z najsłynniejszych angielskich zespołów indie, jest idealny właśnie na takie chwile relaksu. Wszystko jest w tej piosence leniwe, spokojne i ciasteczkowe. Takie jakie właśnie mają być święta!



#5 Bjork- "Moon"

O tym, że Bjork to wybitna artystka, wspominać już nie trzeba. Ma na koncie mnóstwo płyt, doskonale przyjętych przez fanów nie tylko w rodzimej Islandii. Z płyty "Biophilia" wydanej w 2011 roku właśnie jakoś na święta, najbardziej wgryzł mi się w głowę singlowy "Moon", do którego istnieje przepiękny teledysk. Najlepiej słucha się tego kawałka nocą (zwłaszcza taką zimową), wyczekując na przybycie Mikołaja (albo pakując prezenty, chociaż to tak naprawdę Mikołaj owija je w te piękne papiery z hipermarketu). Jest tu - jak na całym albumie - coś niesamowicie nieuchwytnego. Polecam!



#4 Myslovitz- "3 Sny o tym samym"

Mój przyjaciel się na mnie za to obrazi. Ale pozdrawiam go, ślę ściski i mówię, że to wysokie miejsce to kwestia przypadku, bo kolejność jest losowa. W czym rzecz? Przyjaciel jest przeogromnym fanem Myslovitz, ale tylko tego z Arturem Rojkiem, zaś działalność Michała Kowalonka w zespole z Mysłowic jest dla niego nie do przyjęcia. Ja wielkim fanem twórczości tej grupy nie jestem wcale. Lubię posłuchać, ale bez zachwytów, jednak uważam, że przy pierwszym singlu "nowego" Myslovitz z płyty "1.577" (wie ktoś w ogóle co ten tytuł oznacza?) naprawdę fajnie się zasypia, pod ciepłą perzyną, gdy za oknem szaleje zima.




#3 Edyta Bartosiewicz- "XXI Wiek"

To już bardziej kawałek, którego słucham już w pierwszy noworoczny dzień zaraz po Sylwestrze. Dalej jest to w każdym razie okres świąteczny i właśnie dlatego ta kompozycja ma również swoje miejsce w tej Wyliczance. O tej Pani pisałem już w tym roku również milion razy, więc nie będę się już rozdrabniać na części pierwsze. Co mogę powiedzieć o tym utworze? Przecudowne, rockowe granie z przełomu dwóch wieków. Na dodatek Edyta, śpiewająca na kilku różnych ścieżkach w końcowym refrenie, zawsze powala mnie na łopatki. Swoją drogą - ulubioną porą roku tej Pani jest właśnie zima ;)



#2 Dixie Chicks - "Landslide"

Prześliczna piosenka w wykonaniu girlsbandu, serwującego głównie akustyczne country. Poznałem niedawno, ale również mam zamiar przetestować tej zimy, bo kawałek ewidentnie tak mi się kojarzy. Nieco nostalgiczny. Zobaczymy jakie wynikną z tego wspomnienia.



#1 Muchy - "Nieprzeszkadzajmibotańczę"

Główne skojarzenia? Pewna zimowa, szczenięca miłosna przygoda dwa lata temu. Dzisiaj dalej z tą osobą utrzymuję bardzo dobre kontakty, ale tak czy inaczej jakiś sentyment do tego kawałka pozostał. Chłodne gitarowe chwyty i skoczny rytm idealnie wpasowują się w ten zimowy styczniowo-grudniowy klimat. Jeden z niewielu kawałków Much, które bardzo lubię. Nie mogę się przekonać, chociaż to co macie do przesłuchania pod spodem to czysty majstersztyk!




To już koniec! Przyznam, że naprawdę miło było sobie powspominać. Mam nadzieję, że te święta będą równie udane jak poprzednie. Zarówno muzycznie, jak i w innych aspektach (chociaż Kevina nie będzie w tv :( ) A jak jest u Was? Macie jakieś kawałki, które zachowaliście w sercu jako te świąteczne? Jeżeli tak - podzielcie się nimi w komentarzach albo pod adresem mailowym muzycznekorki@gmail.com! Zapraszam też do subskrybowania, aby być na bieżąco!
Ściskam i życzę miłego wieczoru!
Ps: Nie było nic od Hey'a! Co za niedopatrzenie z mojej strony! Chociaż tutaj będzie naprawdę świątecznie. Pod spodem dwa specjalne wykonania, piosenek bożonarodzeniowych, których bezczelny blogger również nie chce pozwolić mi wrzucić do posta - "White Christmas" z jakiegoś starego programu bożonarodzeniowego Polskiej Telewizji 2. Jakość tragiczna, ale za to jaki biały kruk! Dwie Kasie - Nosowska i Kowalska, takie młode. I to wykonanie! Łezka się w oku kręci. Oprócz tego już sama Kasia Nosowska w odcinku specjalnym Szansy na Sukces (bodajże rok 1995 - wtedy się urodziłem! :)), śpiewa kolędę "Dzisiaj w Betlejem". Rarytas o jakie ciężko w dzisiejszych czasach. Polecam posłuchać, by poczuć jeszcze bardziej magię świąt.
http://www.youtube.com/watch?v=X9YITuIwz1Q
http://www.youtube.com/watch?v=VQHZSGCAZf4

Waflekins.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Wyliczanka #3 "Płyta na drogę"

Odpoczywamy na razie od Opener'a. Dzisiaj będzie oprócz tego dość nietypowo, ponieważ zwykle w Wyliczance opowiadałem o poszczególnych piosenkach- dzisiaj przełamię jednak tą konwencję i zrobię top 7 najlepszych płyt. Na ten pomysł wpadłem w drodze do Gdyni, słuchając poszczególnych płyt i wpatrując się w krajobrazy za zabrudzoną szybą pociągu, doszedłem do wniosku, że jedne krążki bardziej się nadają do słuchania "w trasie", a inne już trochę mniej. Wiadomo, że najlepiej się jedzie w dobrym towarzystwie, ale  niewątpliwie dużą rolę odgrywa też dobry podkład dźwiękowy. Wyciągnąłem więc telefon (bo zabrakło notatnika pod ręką) i zacząłem spisywać te, które są- w moim uznaniu- idealne na długie podróże pociągiem, autem, autobusem, Pks-em, samolotem, jednorożcem, czołgiem i każdym innym środkiem lokomocji :)
Zapraszam do lektury!

07. The Moody Blues- This is the Moody Blues (1974)

Składanka największych hitów grupy wpadnie w ucho na pewno tym, którzy lubią twórczość Pink Floyd. Równie dobra na zapoznanie się z twórczością muzyków jak i na długi wyjazd- zwłaszcza, że to aż dwie długie płyty CD! Fakt, że może już bardziej na wycieczkę w ostatnich dniach lata, ale mimo wszystko pełna akustycznych instrumentów i niesamowitego klimatu odległych lat '70 podróż jest godna polecenia i na pewno nikt się nie zawiedzie. Wielka szkoda, że tyle osób nie wie, że istnieją tak dobre zespoły jak The Moody Blues. Najbardziej cenię na tym krążku Nights in White Satin (na płycie ścieżka numer 25)- niesamowita piosenka, polecam!




06. Red Hot Chili Peppers- Californication (1999)

Puszczając w aucie ten krążek podpasujesz dosłownie wszystkim, bo znajduje się tu i porządny rock (Californication, Savior, Parallel Universe, Road Trippin) i kawałki funkowe, gdzie Anthony Kiedis bawi się w rapera (I like dirt, Get on top, Purple Stain). Wszyscy lubią papryczki i na pewno Twoi towarzysze podróży również będą zachwyceni! Płyta idealna, by mknąć autostradą w kierunku słońca wiszącego nad horyzontem (jak poetycko to zabrzmiało- chociaż w sumie nic dziwnego, bo krążek sam w sobie to poezja) :)





05. Pogodno- Wasza Wspaniałość (2008)
Prawda jest taka, że ta płyta wpada w ucho jak cholera (wybaczcie "skrzydlate słowa") już po pierwszym przesłuchaniu. Co więcej lubię ten krążek, bo Pogodno wywodzi się z mojego rodzinnego miasta- Szczecina, co więcej- nazwa zespołu pochodzi od dzielnicy, na której mieszkam! I może na Waszej Wspaniałości Pogodno to już nie w pełni szczeciński skład, ale nie zmienia to faktu, że Nie (w dwóch częściach), Magnes, czy Piosenka Terrorystyczna (istny majstersztyk, polecam przesłuchać) będą śpiewać wszyscy z Tobą podróżujący!





04. Hey- Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! (2009)
Robi się bardzo szczecińsko, ponieważ Hey- jak Pogodno- również się stąd wywodzi. Chcesz zapewnić podróżnikom sentymentalną podróż w rytmie bardzo dobrych kompozycji? Nie ma lepszej płyty niż jedna z najlepszych Hey'a. Akustyczne dźwięki przeplatają się z genialnie dobraną elektroniką, a wszystko okraszone ciekawymi tekstami Katarzyny Nosowskiej. Naprawdę polecam na drogę piosenki Umieraj Stąd, Chiński Urzędnik Państwowy oraz Kto tam? Kto jest w środku?, na które raczej nikt nie będzie narzekać. Oczywiście oprócz tych wyżej wymienionych obowiązkowo do odsłuchu cała płyta!




03. Strachy na Lachy- Piła Tango (2005)
Nie ma osoby, która nie zna największego hitu zespołu Dzień dobry, kocham Cię. Oto właśnie Piła Tango, która zawiera właśnie tą piosenkę. Sprawdzone przeze mnie już kilkakrotnie, że krążek idealnie nadaje się do podróżowania. Moi rodzice uwielbiają brać ten krążek do auta, gdy jedziemy na wakacje i jakoś nikt jeszcze nigdy nie miał ich dosyć. Ba! Apetyt na kolejne piosenki rośnie w miarę przesłuchiwania! Wszyscy będziecie nucić List do Che, Piłę Tango lub Jedną taką szansę na sto. Nic tylko kupować i ładować do pojazdowego odtwarzacza (właśnie wymyśliłem nowe określenie na radio samochodowe)!


02. Brodka- Granda (2010)
Ta płyta niewątpliwie za kilka lat będzie uznawana za "klasyka". I się nie dziwię, bo jest naprawdę dobra. Niesamowita dawka energii, świetne, chwytliwe teksty. To właśnie tą płytą Brodka tak naprawdę rozsławiła się na dobre w naszej polskiej popkulturze. Płytę doceniają i masowi odbiorcy jak i Ci bardziej alternatywni. Monika Brodka wraz z zespołem mieszają tutaj trochę folkowej muzyki, rocka oraz typowej elektroniki. Kto jeszcze nie zna ten ma natychmiast przesłuchać! Przekonują się nawet Ci, którzy nie lubią zbytnio twórczości pani Moniki i spokojnie- jeleń z okładki na pewno nie gryzie :)





01. Of Monsters and Men- My head is an animal 
Ten top zdecydowanie wygrają nasi przyjaciela z Islandii. Ich bardzo ładny, pełen akustycznego aczkolwiek energicznego grania twórców słynnego Little Talks- hitu ubiegłego lata. O nim już kiedyś rozpisywałem się w jednej z recenzji, kiedy pod lupę brałem właśnie tą płytkę. Mogę zagwarantować, że jest idealna na doskwierające obecnie letnie upały- miło jedzie się nad morze, słuchając tych dźwięków i wiedząc, że już zaraz popluskasz się w chłodnym Bałtyku. Jak ktoś chce więcej szczegółów zapraszam do recenzji (w hiperłączu) i do przesłuchania na Spotify pod spodem.





Co dalej? Nie mam jakichś specjalnych planów co do kolejnych postów- mam w głowie jeszcze wiele pomysłów- żeby nie było. Nie mam pojęcia po prostu, z którego z nich skorzystać w następnym poście. Na pewno będę kończyć relację z Opener'a, więc dużo tego spamu będzie :)
Tymczasem trzymajcie się i na pocieszenie dodam, że nad Polskę idzie chłodny front atmosferyczny zatem na ten nadchodzący deszcz przygarnijcie sobie jakąś przyjemną płytkę, przytulcie się do poduszki i... korzystajcie z wakacyjnego lenistwa!
Waflekins.

czwartek, 6 czerwca 2013

Wyliczanka #3- "Perły polskiego X-Factora"

Tak! Oto jest ten post, na który tyle wszyscy musieli czekać i który tak hucznie zapowiadałem :) 

X- Factor jest jednym z największych talent show na naszej kuli ziemskiej. Na palcach jednej ręki da się policzyć kraje, które jeszcze nie posiadają swojej edycji- co jest na pewno tylko kwestią czasu. Wszędzie jednak wygląda inaczej- zarówno w kwestii zasad jak również muzycznych talentów. Według mnie tego typu programy mają kilka wad- zwłaszcza nasz polski emitowany przez TVN (to już temat na inną opowieść). W większości zwycięzcy programów nie wydają też płyt, które można nazwać chociażby znośnymi (przykładem- dla mnie kompletne niewypały w postaci "dzieł" Gienka Loski)- są oczywiście wyjątki takie jak wyśmienity debiut w postaci "Comfort and Happiness" Dawida Podsiadło (również temat na inną notkę)- niemniej jednak tego typu programy są w moim odczuciu idealnym narzędziem do pokazania się szerszej publice masowej przez młodych artystów, którzy w czasie trwania konkursu mogą zaprezentować się z jak najlepszej strony odbiorcy. W związku z tym wpadłem na pomysł stworzenia trzeciej Wyliczanki, tworzącej "The best of" wykonań naszego rodzimego X-Factora (niestety nie jestem tak skupiony na zagranicznych wersjach, by je oceniać :( ). Świetnie się w sumie złożyło, bo wpis powstanie trochę po zakończeniu III edycji (którą wygrała 18-letnia Klaudia Gawor) i może stanowić piękne podsumowanie trzech edycji :)
Zanim zacznę chciałem też powiedzieć, że wybierając spośród 30 najlepszych piosenek, które pamiętam najlepiej (a o ilu pewnie już zapomniałem), wybór tych 10 zajął mi prawie godzinę, więc to nie jest tak, że wykonania, które są na niższych pozycjach zestawienia, czy nie ma tu ich w ogóle nie podobają mi się.
Btw. jest to chyba notka, której przygotowaniu poświęciłem najwięcej czasu w historii wszystkich wpisów.
Dobra koniec paplania! Zaczynajmy!

#10 Biba- Kung Fu Fighting

Druga edycja. Wiele osób widziało w nim kandydata na zwycięzcę programu- niestety nie zaszedł tak daleko jak ów oglądający prognozowali. Dziś wydaje nowe single wraz z innym uczestnikiem (na dodatek tej samej edycji)- Marcinem Spennerem. Wszyscy widzowie na 100% pamiętają tego rozbrykanego chłopaka w długiej, naciąganej czapce. Oto jego cover hitu Village People z drugiego odcinka live'ów II edycji (i o ile się nie mylę- jak tak to proszę bez bicia- jego ostatniego wykonania na żywo)



#9 Bajka- Imagine 

Również druga edycja. Muszę przyznać, iż Ania Bajka Antonik była moją faworytką i widziałem oczami wyobraźni jej zwycięstwo. Niestety wyszło jak wyszło i Imagine Johna Lennona było jej ostatnią piosenką w programie. Mimo wszystko godne obejrzenia i wspomnienia.

#8 Estera- O mnie się nie martw

Castingi drugiej i trzeciej edycji. Niebywale wyróżniająca się z tłumu śpiewająca policjantka, przypominająca swoim wyglądem Marię Peszek, zaś z głosem Agnieszki Chylińskiej. Nietypowe połączenie, które mogłoby zaprowadzić Ją na szczyty półfinałowych odcinków- niestety jury zadecydowało inaczej, nie przepuszczając jej po żadnym z bootcampów (szczerze mówiąc nie rozumiem tej decyzji). Tu w interpretacji kultowego hitu O mnie się nie martw Katarzyny Sobczyk. Niestety wredny wujek Youtbe nie pozwala Mi na zamieszczenie niektórych filmików, więc muszę Was uraczyć linkiem, dodam za to ładny obrazek w postaci zdjęcia- tak, żebyście nie marudzili :)

#7 The Chance- Girls just wanna have fun

Występy trzech połączonych przez jury w jeden zespół dziewczyn, podających się jako The Chance wyglądały różnie. Wciąż pamiętam brutalne zniszczenie piosenki [sic!] mojego kochanego Hey'a, czy Mercedez Benz Janis Joplin, w którym zbyt daleko dziewczyny nie pojechały, ale mimo wszystko tych lepszych występów było więcej. Dziś dziewczyny dalej razem wydają- niedługo premiera kolejnego singla, a Ja polecam cover hitu Cindy Lauper.

#6 Ada Szulc- Fields of gold

Finalistka pierwszej edycji programu. Spośród swoich finałowych rywali (Gienek Loska i Michał Szpak) to jej kariera potoczyła się najlepiej- najpierw przebój głównym motywem filmu Big Love plus kilka ciekawych grunge-popowych (nawet nie wiem, czy nie wymyśliłem właśnie nowego gatunku muzycznego :D) smaczków na ścieżce dźwiękowej, następnie niedawno wydany przyjemny singiel 1000 Miejsc wraz z Dj'em Adamusem, a pomyśleć, że zaczynała śpiewając Stinga.



#5 Aicha & Asteya- Reckoning Song

Trzecia edycja. Na naszych oczach dwie szalejące wariatki powoli zmieniały się w damy, które ze stoickim spokojem potrafią zawładnąć sceną i sercami słuchaczy. Na koncie mają już jedną wspólną płytę jeszcze sprzed X-Factora- tylko spod szyldu Aichy (Asteya pojawia się na większości kawałków)- zatytułowaną "Magija". Tutaj w przeboju Asaf Avidana. 


#4 Filip Mettler- Hometown Glory

Trzecia edycja. Młody, bez wielkiego warsztatu, wielbiciel Adele (której piosenkę wykonał na castingu, gdzie uwiódł me uszy), Beyonce i Katarzyny Nosowskiej. Tym, ile emocji wkładał w swoje piosenki sprawił, że stał się moim faworytem od samego początku i z nadzieją będę obserwować jego poczynania w muzyce, czekając na jakiś solowy krążek (a z tego co ptaszki ćwierkają pierwszy, autorski singiel już niedługo). Prosto z castingów Hometown Glory- w oryginale Adele.


#3 Grzegorz Hyży- I need dollar

Trzecia edycja. Nietypowy przypadek- rodem z fenomenalnej sagi Igrzyska Śmierci, ponieważ do programu przybył ze swoją żoną, która również brała udział w konkursie. Oboje dostali się do finału i jeżeli chodzi o ilość pozyskanych fanów w czasie programu- to Oni są tu zwycięzcami. To Oni również- w moim odczuciu- nakręcali cały program, aby zobaczyć jak wygrywa Grzegorz program oglądało wiele osób. Niemniej jednak wierzę w dalsze sukcesy jego oraz jego ukochanej. Tu coverujący słynną piosenkę Aloe Blacc- I need dollar.

#2 Maja Hyży- The Best

Również trzecia edycja. Długo zastanawiałem się, czy wybrać wykonanie piosenki Lany del Rey Summertime Sadness, czy taneczną, pełną energii interpretację hitu Tiny Turner, którym przegrała w dogrywce ze swoim mężem. Wybór padł na to drugie- aczkolwiek wszystkie wykonania Mai miały w sobie coś przyciągającego. Do obejrzenia na stronie X-Factora, ponieważ wszystkie filmiki z tą piosenką zostały na Youtube najzwyczajniej w świecie zablokowane.







#1 Dawid Podsiadło- One and Only

Zwycięzca drugiej edycji- niedawny debiutant. Jego płyta Comfort and Happiness to totalna alternatywa bez żadnego elementu nastawionego na tak zwaną "masówkę" (nauczył się może po piosence w duecie z jurorką programu- Tatianą Okupnik) , aczkolwiek za sprawą sukcesu w programie zyskuje ciągle wielki komercyjny sukces. Nie będę kłamać, że to wykonanie zapadło mi w pamięć najmocniej jeżeli chodzi w ogóle o jakiegokolwiek X-Factora. Absolutne podium, którego byłem pewien od razu, gdy wpadłem na ten pomysł. To dzięki jego interpretacji (która wówczas wgniotła mnie w fotel za sprawą chórków) w ogóle sięgnąłem do oryginału Adele, co jest sporą zachętą dla osób, które jeszcze nie słyszały. Gorąco polecam!







Na dziś to już koniec- cieszę się, że w końcu ułożyłem wszystkie kwestie związane z napisaniem tego posta. Zastanawiam się teraz nad kolejnymi Wyliczankami o podobnej tematyce- przecież zostało jeszcze The Voice of Poland ze stajni TVP oraz polsatowskie Must Be The Music. Wszelkie refleksje i propozycje możecie pisać na specjalny adres muzycznekorki@gmail.com, a Ja postaram się na wszystko odpowiedzieć :) 
Następna kwestia- co dalej? Na pewno mam zamiar w następnym poście pobawić się nieco w organizację- portale społecznościowe, zatem szykujcie lajki, zmiany na stronie w postaci nowej grafiki oraz kilku nowych kategorii etc. Będzie się działo- a to już w niedzielę wieczorem. W kolejnym tygodniu wrócę do Was z kilkoma fajnymi płytami- już w wakacyjnych klimatach (co na razie mogę powiedzieć? Będzie Edyta Bartosiewicz!). Zapraszam już wkrótce- czerwiec I'm coming! Mam zamiar popracować w końcu przy tym blogu. :)
Waflekins.

poniedziałek, 4 marca 2013

Wiosna, ach to ty!

Dzisiejszy post nie bez powodu nosi taki tytuł (zaczerpnięty od piosenki Marka Grechuty). Jako, iż zaczęliśmy tą cudowną porę roku, gdy temperatura powoli wzrasta, wszystko zaczyna się zielenić, a i ludzie jacyś tacy weselsi. Pomyślałem zatem- "czemu by nie zrobić takiego tematycznego wpisu?". Niestety piosenek jest tyle, że musiałem zrobić Top10, a selekcja była naprawdę trudna. Niestety wiele piosenek nie przeszło, być może kiedyś stworzę z nich większą playlistę i wrzucę wam w którymś z postów, ale na razie zostawiam to w takiej formie jaka jest. Otóż tym razem macie przed sobą drugi post z serii Wyliczanki, do którego możecie zajrzeć wchodząc w podany link lub znajdując zakładkę na górze strony. Zapraszam zatem do lektury i posłuchania sobie kilku piosenek, które kojarzą mi się z tym jakże uroczym okresem.

#10- Blur- "End of a century"

Tekstowo nie ma tu nic związanego z wiosną. Bardziej jest tu opłakiwanie, staczającej się cywilizacji i radość, że kończy się miniona epoka. Tak mówił, grał i ogłaszał wszech i wobec Blur w 1994 roku na swojej Parklife. Czy kawałek usłyszymy na tegorocznym Heineken Open'er Festival'u? Nigdy nic nie wiadomo :)


#9- Psapp- "Rear Moth"

Piosenka o nazwie przetłumaczonej na polski "Tył ćmy" (?!) stworzona została przez brytyjski duet Psapp i umieszczona na płycie Tiger, My friend z 2004 roku. Bardzo przyjemna i również niezbyt skomplikowana. Ciekawe jest za to tutaj instrumentarium- poza zabawnie brzmiącymi samplami, organkami, cymbałkami i Bóg wie czym jeszcze, możemy tutaj usłyszeć jeszcze gumową kaczuszkę! Wyjątkowo innowacyjny pomysł. Na dodatek wpada w ucho.


#8- Janis Joplin- "Flower in the sun"

Jedna z największych niekwestionowanych gwiazd rock'a lat '60 ubiegłego wieku wraz ze swoją piosenką- wydaną niestety już pośmiertnie na koncertowym albumie z 1972. Studyjnie na pewno brzmiałoby to równie genialnie, a nawet lepiej. Cieszmy się jednak, że Janis udało się wydać na świat takie dziecko chociaż koncertowo.


#7- Cisza jak ta- "Śnieżka"

Nie ukrywam, że piosenkę poznałem w radiowej "Trójce", gdy słuchałem jej do snu pewnej majowej nocy. Następnego dnia od razu pomknąłem w kierunku komputera, by znaleźć ten genialny utwór. Obecnie grupa nagrywa swoją szóstą płytę, a my w tym czasie możemy posłuchać kompozycji z płyty "Nasze światy". Muszę chyba przyznać, że ta górska poezja bardzo do mnie trafia.


#6- Muzyka Końca Lata- "Dokąd?"

Prosta piosenka z wpadającym w ucho refrenem i równie wesołym teledyskiem formacji z Mińska Mazowieckiego. "Dokąd?" było tak dobrym singlem, że o posiadanie go pofatygował się sam TVN, który umieścił go w zapowiedzi swojej ramówki na maj 2011. Wszystko bardzo ładne w swojej prostocie, tekst też nie jest jakiś zbytnio wymagający, więc nie wymaga 150 różnych interpretacji. Po prostu idealny mainstream, do słuchania w cieplejsze dni :)


#5- Strachy na Lachy- "Jedna szansa na sto"

Wiosenna, płomienna miłość- kto z nas nie przeżył tego cudownego stanu? Na dodatek podmiot liryczny doznaje zauroczenia w komunikacji miejskiej. O takich życiowych sytuacjach opowiada kawałek z płyty Piła Tango, którą znam od wczesnego dzieciństwa dzięki moim kochanym rodzicom (wielokrotnie katowaliśmy krążek na starym odtwarzaczu w samochodzie) należy do jednej z moich ulubionych płyt w ogóle. Na pewno w jakiś sposób mnie ukształtowała. 


#4- Paula i Karol- "Whole Again"

Polski duet wywodzący się ze stolicy. Piosenka otwiera najnowszy album o takim samym tytule. Powstał do niej również genialny teledysk, który naprawdę warto obejrzeć. Piosenka z przyjemnymi samplami i tysiącem głosów dwójki wokalistów, śpiewających na kilku ścieżkach jednocześnie. Możemy być dumni z naszej rodzimej muzyki między innymi dzięki Pauli i Karolowi.


#3- The Beatles- I should have known better.

Niewątpliwie najważniejszy zespół całej muzycznej popkultury ever! Harmonijka, akustyczne gitary i ckliwy refren z przesłaniem "That when I tell you, that I love You. You gonna say You love Me too, oh" Taka słodycz od panów z Liverpoolu idealnie wpasowuje się jako tło dla wiosennych dni.


#2- Peter, Bjorn and John- Young Folks

Komercha, komercha i jeszcze raz komercha. Melodyjne pogwizdywanie jako tło do miliona reklam- głównie sieci komórkowych lub kolejnych przecenionych czekoladowych batoników, ale za to jakiej jakości jest to komercja! Dowód na to, że kawałki spod szyldu alternatywny pop nie muszą razić. Singiel z płyty Writer's Block z 2006 roku to największy przebój grupy, tworzący genialną atmosferę na koncertach.



#1- Voo Voo & Kasia Nosowska- Nim stanie się tak (jak gdyby nigdy nic nie było)

Ta piosenka będzie w dwóch różnych linkach. W starszej wersji- z jednej z pierwszych płyt zespołu Voo Voo oraz druga- coś jakby "wznowienie" stworzone w duecie z pierwszą damą polskiej sceny muzycznej, Katarzyną Nosowską. Piosenka- w jakiej wersji by nie była, jest przeze mnie uwielbiana i od razu wskakuje na wszystkie moje prywatne listy przebojów, gdy temperatura za oknem tylko z lekka zaczyna przekraczać 0 stopni.































Dziękuję wam za przeczytanie kolejnego posta i wejście wraz ze mną w przyjemny, wiosenny nastrój. Mam nadzieję, że zaprezentowane przeze mnie piosenki wywołały u was równie pozytywne emocje. Za kilka dni przywitam was ponownie, by porozmawiać trochę na techniczne tematy. Będzie to coś na wzór felietonu, a może sprawozdania- jeszcze nie jestem pewien, co do formy przyszłego artykułu. Nie zapominajcie również, by pisać na muzycznekorki@gmail.com o swoich przemyśleniach, propozycjach artystów do zrecenzowania i wszystkim, czego tylko dusza zapragnie :)
Pokój!
Waflekins.

sobota, 19 stycznia 2013

"od tych beatów i sampli, aż zechce ci się pojechać do sklepu"- czyli o muzyce w reklamach

Oglądając reklamy i słuchając podkładów muzycznych do nich, zakochujemy się czasem w poszczególnych utworach. Są piosenki, które już zawsze będą nam się kojarzyć z daną marką produktów, bo zostały użyte dawno temu w reklamie tych towarów. Jedne są bardziej znane wśród telewidzów- inne już trochę mniej. Wszystkie godne uwagi postanowiłem złożyć w zestawienie dziesięciu najlepszych reklamowych piosenek. Zapraszam do przeczytania :)





10. Marta Uszko- Train Song

O Marcie Uszko wiele odbiorców miało okazję słyszeć właśnie przy okazji reklamy. Soki Hortex korzystały kilka lat temu z piosenek niezależnych, polskich artystów, znalezionych na serwisie muzycznym MySpace, w zamian za użycie ich utworów do reklam (czyli darmowej promocji), firma stworzyła dla artystki teledysk. Wielka szkoda, że Marta Uszko nie wybiła się i jej dorobek kończy się na kilku piosenkach.






9. Dwa przeboje Lenki.
Australijska piosenkarka, która w rzeczywistości nazywa się Lenka Křipač, mogła zaprezentować się polskim widzom dzięki piosence The Show, użytej w zapowiedzi ramówki TVN-u na wiosnę 2009 roku z jej debiutanckiego albumu Lenka. W tym roku znowu dała o sobie znać- tym razem w reklamie najnowszego systemu operacyjnego Windows 8, tym razem już z drugiego krążka Two. Singiel promujący płytę odnosi sukcesy świecie.







8. Me, Myself and I promują Dolny Śląsk.

Wyjątkowo klimatyczna piosenka polskiego zespołu Me Myself and I- znanego szerszej publiczności z TVN-owskiego talent show Mam Talent- została użyta podczas kampanii, promującej Dolny Śląsk. Twórcy zgodnie z regułą "dobre, bo polskie", współpracowali z naszymi rodzimymi artystami, co się naprawdę chwali! Polecam zapoznać się z pełną wersją utworu Sou-au, użytego w reklamie.





7. Andreas Johnson- Glorious
Mimo iż tytuł, ani artysta wielu nic nie mówi, każdy zna piosenkę. Użyta do reklamy dwukrotnie- za pierwszym razem do reklamy Volvo, następnie służył za tło do reklamy Nutelli. Jest to ładny, wpadający w ucho rockowy kawałek, promujący płytę Liebling, wydanej w 1999 roku. Być może dzięki tym reklamom, utwór mógł utrzymać się przez 11 tygodni na liście UK Singles Charts?





6. Daniel Christopher O'Donell Smith- Jon Dix Bubbles on Bubbles.

Piosenka, która jest jednym z moich faworytów z obecnych "reklamówek". Utwór nieznanego artysty (artystów?), o których nie ma w sieci ani słowa, użyty został jako tło do reklamy oferty wakacyjnej Biura Podróży TUI. Sama reklama nie jest już tak wciągająca- ot, dzieci bawią się w dorosłych i zwiedzają nadmorskie kurorty, aczkolwiek warto wsłuchać się w wyśmienitą muzykę. Ciekawa zabawa elektroniką, godne przesłuchania i wrzucenia na odtwarzacz- szkoda, że jest to jeden z niewielu utworów od tego wykonawcy, jaki można odszukać w internecie.



5. Jungle Funk- Trance
Zważywszy na fakt, że muzykę drum'n'bass o wiele łatwiej jest usłyszeć w klubach, niż w radiu, czy stacjach muzycznych to samo pojawienie się utworu z tego gatunku w reklamie, można uznać za sukces. Jednak, gdy wykonanie jest naprawdę dobre (bo zabiera się za nie takie trio jak Jungle Funk), to zdarza się, że drum'n'bass wchodzi na salony. Motyw z reklamy batoników Bounty, w której wysoki, napakowany mulat pręży się w umyśle pięknej kobiety i pokazuje jej kokosa (?!) zna każdy, kto choć raz widział reklamę, bowiem utwór z krążka Jungle Funk z 1998 roku szybko zapada w pamięć.




4. Ifi Ude- My Baby Gone
Ifi Ude to Nigeryjka, mieszkająca w Polsce od zawsze. Wprawdzie nie posiada ona jeszcze żadnego studyjnego krążka, ale jest na dobrej drodze do zrealizowania swojego celu. Zaprezentowała się ona szerszej publiczności w programie Must be the music, emitowanym na Polsacie, którego niestety nie wygrała. Tak, czy inaczej zrealizowała już dwa single, z czego jeden- My Baby Gone właśnie- użyty został do reklamy słomek Cin Cin. Pojawia się sytuacja dosyć paradoksalna, bo o ile reklama słomek nie zyskuje zbytniej popularności (bo jest przygłupia- nie oszukujmy się), tak singiel Ifi cieszy się dużym zainteresowaniem. Jest tam świetny beat, który podtrzyma każdą imprezę i porwie do tańca nawet największego sztywniaka. Ifi- dobra robota!





3. Selah Sue- This World.

Prawie wszystkie reklamy batoników Kinder Bueno, korzystają z podkładów piosenki This World z jedynego longplay'a artystki, zatytułowanego Selah Sue. Mimo iż piosenkarka ma na koncie tylko jeden album długogrający i trzy EP-ki, z miejsca stała się jedną z największych gwiazd muzyki soul, a krążek Belgijki- choć wydany dwa lata temu- zbiera nagrody i cieszy się popularnością wśród słuchaczy.






2. Ini Kamoze- Here Comes the Hotstepper 
Piosenka stara jak świat- pochodząca ze składanki reggae Stir it Up! z 1994 roku- jest autorstwa jamajskiego mistrza, jeżeli chodzi o piosenki reggae. Pomimo swojej długowieczności, utwór użyty został w reklamie Prince Polo (dużo tych reklam batonów, co?). Piosenka Iniego szybko wdała się w łaski zarówno słuchaczy jak i oglądaczy, i z utworem Here Comes the Hotstepper w tle stworzono całą serię reklam. Ini Kamoze spisał się idealnie, bo słuchanie tej piosenki to czysta przyjemność. Od tych sampli, aż chce się wyjść na ulice i tańczyć (a potem wejść do sklepu i spalone kalorie nadrobić słodkim, reklamowanym Prince Polo).




1. Safri Duo- Played a live
Utwór stworzony na początku 2000 roku- na początku z nazwą The Bongo Song, duńskiego zespołu łączącego perkusyjne instrumenty z nowoczesną elektroniką, stał się jednym z najpopularniejszych singli w Europie oraz hymnem firmy, zajmującej się lodami. W 2007 piosenka znów została przypominana słuchaczom- z pozytywnym skutkiem jak przy wydaniu piosenki- od tamtej pory utwór bardzo często brany jest do reklamy lodów. Safri Duo nieustannie wydaje kolejne piosenki, ale żadna nie osiągnęła jeszcze takiego sukcesu jak Played a live. Sukces na skalę światową.


To już wszystko na dziś. Zapraszam za kilka dni do kolejnego posta- wtedy zapoznamy się z Mikiem Oldfieldem i jedną z jego słynniejszych płyt, chodzi mianowicie o Tubbular Bells III. Mam nadzieję, że dzisiejszy post się wam podobał- jeżeli tak, piszcie na muzycznekorki@gmail.com i oceniajcie, komentujcie, przysyłajcie propozycje płyt, godnych zrecenzowania, wydarzeń godnych opisania. 


Waflekins.