Ostatnio pisałem Wam o mojej magicznej rozpisce. Mam zamiar wykorzystać wszystkie pomysły na wrzesień, jakie w niej zapisałem. Także szykujcie się, że będzie jeszcze z 6-7 postów we wrześniu! Październik zapowiada się pewnie nieco spokojniej, bo to początek studiów. Rozpoczynamy nowe życie. 25 Października pojawi się mój plan na semestr jesienno-zimowy.
Jak to dorośle brzmi, nieprawdaż?
A zatem przechodzimy do rzeczy. Płyta - jak i artystka - którą zachwycałem się praktycznie całe lato. Kiedyś w komentarzu przeczytałem teorię, iż jest to opowieść samobójcy. Dzisiaj zobaczymy, ile jest ziarenka prawdy w tej tezie. Będzie na Korkach po raz pierwszy o jednej z największych polskich gwiazd lat '90. Zapraszam do lektury. Na tapecie Kasia Kowalska i jej debiut "Gemini" z 1994 roku.
Kasia Kowalska - "Gemini", 1994, Izabelin Studio
Historia powstawania tej płyty jest bardzo długa. Zanim Kasia Kowalska zaczęła serwować twórczość sygnowaną swoim imieniem i nazwiskiem, działała w grupie Evergreen z Robertem Amirianem (obecnie mąż Kari Amirian) na czele, Na którymś z przeglądów muzycznych w Warszawie wypatrzyła młodą Kasię z zespołem Katarzyna Kanclerz ze słynnego w latach '90 wydawnictwa muzycznego Izabelin Studio. To był czas, gdy czego nie wydał Izabelin, przemieniało się to w cudo i perełkę całej polskiej muzyki rozrywkowej aż po dziś dzień. Izabelinowi chodziło jednak tylko o wokalistkę Evergreenu. Piosenkarka nie chciała zaś nagrywać z przydzielonymi jej z dnia na dzień nowymi muzykami. Kłótnie na linii wydawnictwo - studio - artystka narastały i narastały. Zażegnał je dopiero Grzegorz Ciechowski - producent "Gemini". Wszyscy muzycy obecni w nagraniach wspominają, że wniósł do studia respekt. To on zaproponował, aby na płycie pojawił się cover zespołu Led Zeppelin. Chwilę po nagraniu pierwszej piosenki - "Wyznanie", która z miejsca jako singiel stała się hitem (zresztą to się tyczy wszystkich singli z albumu) przed Kasią Kowalską stanęło ciężkie zadanie. Supportowanie wielkiej trasy Hey'a, gdy ten był u szczytu popularności. Był to czas, gdy na koncert na warszawskim Torwarze przychodziło dwa razy więcej ludzi niż było możliwych miejsc. Otwierała również praktycznie każdy koncert Edyty Bartosiewicz, która ze swoją płytą "Sen" również znalazła się u szczytu sławy. Co więcej Kasia wystąpiła później w teledysku Edyty do piosenki "Koziorożec", wytypowana przez samą artystkę. Największym wyzwaniem były jednak występy przed światowej sławy Bobem Dylanem. Młoda dziewczyna, która na koncie nie miała jeszcze ani jednego krążka, a zaledwie jeden singiel musiała zagrać dwa razy przed publicznością czekającą na piosenkarza słynnego na cały świat. Było ciężko, ale Kasia Kowalska pięła się po kolei ku górze. Płyta w drodze, terminy goniły coraz bardziej, ciężkie koncerty przed sławami polskimi i zagranicznymi, a media - jak to media - rzucały coraz bardziej uszczypliwymi uwagami w kierunku piosenkarki. Skończyły się wakacje, a zaczął się świat prawdziwego szołbizu. Może trochę zbyt brutalny dla dwudziestolatki, stąd tak silne emocje na "Gemini" wypływające z artystki gorzkim strumieniem wersów.