Woodstock skończył się tak samo szybko jak się zaczął. Te 5 dni przeminęły jak oszalałe z prędkością światła - a szkoda, bo bawiłem się naprawdę wybornie. Do domu wróciłem kiedy już powoli zaczynało świtać, kładłem się spać, gdy ludzie wychodzili już do pracy i mimo tego, że minął cały dzień, to pofestiwalowe emocje dalej we mnie nie opadły i wydaje mi się, że jeszcze długo nie opadną. Jeżeli chodzi o same koncerty - mam Wam bardzo dużo do opowiedzenia i recenzje płyt, które planowałem będą musiały trochę poczekać. Na dokładnej relacji z kostrzyńskiego festu skupię się w przyszłym poście. Dzisiaj będzie coś zupełnie innego. Skonfrontuję dwa giganty pośród polskich letnich festiwali - bardzo sporo osób ultrazakochanych w jednym z tych wydarzeń często hejtuje drugie, grono radykalnych fanów tego drugiego, wylewa cysterny jadu na to pierwsze.
Będzie moi drodzy o Openerze i Woodstocku!
![]() |
| Sceny główne dwóch największych kolosów na naszym polskim festiwalowym rynku. Dwie liczące się za granicą nazwy. Widzieliście już je na żywo? |
Który z tych festiwalów jest lepszy? Jak dla mnie odpowiedź brzmi - żaden. Oba pokochałem całym sercem praktycznie tak samo. Nic jednak nie jest takie piękne i kolorowe - tak to już w świecie bywa, że obok superlatyw pojawiają się i wady. Postanowiłem sobie wszystko podzielić na sześć kategorii ze względu na które będę omawiać oba festiwale. Zapraszam do lektury ;)
CENA
No tutaj ewidentnie nie ma o czym mówić - jak nic wygrywa Woodstock. Jeśli w Waszym portfelu wieje pustką jak na westernowym filmie przed finałowym starciem dwóch rywali, a chcecie posłuchać dużo dobrej muzyki, to na Opener'a już się raczej nie wybierzecie. Nie martwcie się - Kostrzyn jednak wita Was z otwartymi ramionami - impreza jest niebiletowana i każdy fan fajnego grania na żywo i pozytywnej zabawy jest tutaj mile widziany! Nic tylko pakować namiot, wsiadać w pociąg i jechać! Tylko koniecznie trochę wcześniej przed festiwalem, bo w tym roku, gdy przyjechałem 29 Lipca (de facto 2 dni przed rozpoczęciem festiwalu), miejsca na polu namiotowym było już tyle co kot napłakał, a większość przyjezdnych lokowała się już w lesie.


