Powracam po miesiącu przerwy. Wprawdzie w czasie tego miesiąca nie napisałem niczego dłuższego niż lista zakupów, ale mam nadzieję, że nie wyszedłem z wprawy. Miałem na głowię kilka dużych egzaminów, kolokwiów i projektów w internecie. Kolejne przede mną. Nie wiadomo jeszcze czy pokonałem wielką królową wszystkich nauk - matematykę stosowaną. Mam nadzieję, że uciąłem jej łeb przy samej szyi. Miło by było zacząć zaliczanie egzaminów soczystą piąteczką.
Pomarzyć i głupi może, nie?
W każdym bądź razie postanowiłem poopowiadać Wam, gdzie ostatnio muzycznie zapuściłem korzenie, co w pierwszych miesiącach studenckiego życia leci u mnie w odtwarzaczu. Czyli w sumie nihil novi. To samo co robiłem dotychczas i co chciałbym robić jeszcze długo.
Trzeba tylko uciec ze zwariowanej krainy liczb.
Nie przedłużając zbytnio - zapraszam do lektury.
09. Pablopavo & Ludziki - "Telehon"
Patrikosowe feng shui - pozbycie się telewizora bardzo, ale to bardzo korzystnie wpłynie na Wasze życie. W każdym bądź razie moje poranki z czwórkową audycją poranną "Nawiedzeni" poszerzyły dość znacznie moją "śmietnikową" playlistę na Spotify, gdzie wrzucam absolutnie wszystko, co wpadnie mi w ucho. Jedną z takich piosenek jest właśnie dosyć mocno porypany tekstowo "Telehon". Niby oniryzm, wątki narodowościowe, wszystko jest takie dziwnie odrealnione. I ciągle to "Halo?! Tu Pablopavo dzwonię do Ciebie ze snu!" wołające do półsennego słuchacza z oddali.
A może po prostu nie posłodziłem herbaty?
08. Barabas - "Idiotka"
Intrygująca piosenka o dewotce. Dość nietypowa tematyka jak na polskie konserwowane klimaty. Eski i RMF-u raczej "Idiotka" nie zwojuje, ale światek zafascynowany elektroniką zauważy ciekawą kreację sceniczną Barbas (swoją drogą uwielbiam gogle Pani wokalistki), gdy tylko wydadzą swój pierwszy longplay. Jestem o tym święcie przekonany. Hehehe piosenka o dewocie, klęczącej w kościele, a ja jestem ŚWIĘCIE przekonany. Hihihi. Suchary na bok. Płyta zamiesza na polskim rynku muzycznym. Na razie jest tylko pierwszy singiel, ale ja kupuję tą elektrotrupę w ciemno!
07. Natalia Przybysz - "Królowa Śniegu"
Krążkiem "Prąd" 1/2 byłego Sistars - Natalia Przybysz - pokazała, że na soulu i piosenkach Janis Joplin jej repertuar się nie kończy. I co teraz hejterzy? Na razie nad "Prądem" zachwyty wznosi większość branży muzycznej. Nie dziwię im się. To bardzo ładny krążek. Najbardziej do gustu przypadła mi spokojna "Królowa Śniegu",położona praktycznie na samym finiszu płyty. Brzmiąca trochę jak oldschoolowe country. Słuchając słonecznej, spokojnej gitarki przychodzą mi na myśl Mazury latem. Jest bardzo kolorowo, ciekawie. Wszystko wokół jest takie spokojne, a przy czym niesamowicie napompowane emocjami. Aż chciałoby się westchnąć "wow, wow. Uszanowanko dla Pani Natalii Przybysz".
Dzień Dobry!
Jest już moi kochani fanpage na facebooku - wreszcie można zacząć lajkować, obserwować, komentować i co tam tylko jeszcze robicie na fejsie. Jak tam zapowiadałem będzie dzisiaj o płycie młodego, uzdolnionego wykonawcy z Polski. Po raz kolejny obalę mit, że polska muzyka to jedynie Dorota Rabczewska i Bracia i reszta gromady panteonu bogów radiowej Eski. Chłopak, którego płytę mam zamiar dzisiaj Wam przedstawić od samego początku swojej kariery stoi gdzieś na uboczu od całego komercyjnego świata. A z taką płytą na spokojnie mógłby stać się światową gwiazdą jak Dawid Podsiadło. On jest jednak gdzieś zaczajony i obserwuje, ale za nic tam nie dołącza, czekając aż mądry słuchacz sam go znajdzie. Mu jednak - jak podkreśla w wywiadach - nie zależało, aby jego płyta leżała na półkach w Empikach. Nagrał ją całkowicie dla siebie.
Zapraszam do lektury ;)
Patrick the Pan - "Something of an End", Warner Music Poland, 2014
Powiem Wam, że cholernie podoba mi się ta okładka. Pamiętam, że to właśnie jej dotyczyła pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, gdy sięgałem po ten album. Wcześniej polecał mi go dobry przyjaciel, ale jakoś przeszedłem obok tej muzyki bokiem. Potem - jakoś rok później - przesłuchałem całość jeszcze raz z polecenia przyjaciółki, za co jestem jej bardzo wdzięczny, bo dzisiaj nie znałbym tego dzieła z polskiej ziemi i żyłbym pewnie w błogiej nieświadomości, zachwycając się czymś innym. Może nowym Aphex Twin, a może jarał się starymi piosenkami Pink Floydów. Dzisiaj wiem, że moje uszy wiele dobrych dźwięków by straciły, gdybym nie dawał kolejnych szans Patrickowi (btw bardzo śmieszna sprawa - gdyż ogólnie Patrick the Pan to tak naprawdę Piotr Madej, a nazwa jego projektu pochodzi od długopisu ukraińskiej studentki, który w jego licealnej klasie wszyscy okrzyknęli Parykiem. I początkowo tworzył sobie jako Patrick the Pen (czyli długopis). Potem jednak tworząc płytę artysta przypadkowo pozmieniał z przemęczenia swoją własną nazwę. Od tamtej pory jest Patrykiem Patelnią). Przekonał mnie dopiero fenomenalny "Hełm Grozy", który potem męczyłem w mp3 przez długi, długi okres.
Ta piosenka jest po prostu niesamowita.
Słuchając tego widzę Bałtyk zimową porą.
Więc jaka jest płyta pana Patryka Patelni? I tu znowu wrócę do okładki. Ten krążek ma w sobie po prostu coś dziwnego. Słuchając "Finally I'm One", tajemniczego "Remains", czy schizowego "The Moon and The Crane" mam wrażenie, że to nie jest już Ziemia. Co więcej - to już nie jest nawet ta galaktyka. Patrick The Pan zabiera słuchacza ze swoim debiutem gdzieś daleko, daleko, daleko stąd. Do swojego świata, zamkniętego w cztery ściany salonu, w którym w 2012 roku nagrywał przez dwa miesiące swoją płytę na komputerowym mikrofonie. "Something of an End" - jak sama nazwa wskazuje mówi o końcu. Zamyka pewien okres. Jest to płyta mocno emocjonalna - Patrick The Pan nie zamyka się do jednego gatunku, aby opowiadać o swoich przeżyciach.
Pierwszą piosenkę skomponował ponoć dla dziewczyny, która złamała mu serce. Ogólnie to musi być strasznie uczuciowy facet - bo tylko taki skomponowałby tak chwytające za serce i wgniatające w ziemię piosenki jak 7 minutowa gitarowa suita "Exiles Always Come Back", czy balladowe oparte jedynie o spokojne pianino "Slowly". Ale nie tylko o miłości jest "Something of an End" - toteż na przykład weselsze muzycznie "POV" podejmuje tematykę pornografii z bardzo ciekawej strony, Mamy też "Bubbles" przez które najwięcej osób zna twórczość Patryka Patelni.
Muzycznie mamy bardzo ciekawą sprawę. Raz jest wesoło - dostajemy skoczne rytmiczne piosenki na gitarę, aby zaraz klimat przemienił się w schizująco deszczowy, bardzo mroczny. Każda z jedenastu kompozycji ma jednak to do siebie, że wszystkie brzmią jakby pochodziły z zupełnie innego świata - być może ze świata snów, gdyż właśnie tak kojarzy mi się ten album. Jak jedna wielka narkoza. I stąd może ten nierealny, surrealistyczny klimat piosenek, kryjący się pod podszewką miłego wokalu, gitar, pianina, bębnów, elektronicznych wisienek na torcie.
"Bubbles" - w teledysku spotkamy Rysia z Klaa... Piotra Cywrusa.
Jeżeli miałbym wskazać Wam swoich ulubieńców na tej płycie? Na pewno psychodeliczne, bawiące się transową ciszą "Finally We're One" - ocknąłem się dopiero, gdy zabrzmiała reklama na Spotify - jeszcze nigdy nie była tak irytująca. Jak wspominałem prześliczny, napisany po polsku "Hełm Grozy", lubię mroczne, islandzkie "Warm Gold" i szczególne wyróżnienie dla "The Moon and The Crane" - za mocną elektronikę, która wrzyna się w mózgownicę. Aczkolwiek to tylko moje typy. Cała płytka godna przesłuchania. Gdybym oceniał tutaj albumy to spokojne 100 na 10 w skali rewelacyjności.
Tegoroczny Jarocin będzie niesamowity. Wspaniali headlinerzy w postaci koncertu Pidżamy Porno, której skład ostatnio spotkał się na scenie w 2012 roku, zagrany zostanie debiutancki album Republiki "Nowe
Na Jarocin wyruszam z moją zwariowaną przyjaciółką Moniką,
zdjęcie ukradłem perfidnie z jej konta na facebooku. Mam
nadzieję, że się za to nie pogniewa.
Sytuacje" w wykonaniu m.in. Piotra Roguckiego, za którym przepadam troszkę mniej oraz Jacka "Budynia" Szymkiewicza, którego uwielbiam. Zagości Anathema, Matisyahu - powiem Wam tyle, będzie magicznie.
Ja niestety nie usłyszę w 100% składu wielkopolskiego festiwalu, gdyż wybieram się jedynie na pierwszy dzień imprezy, nie mniej jednak jadąc do niegdysiejszego serca polskiego punk-rocka, miasta buntowników lat '80, spełniam jedno ze swoich marzeń z późnego dzieciństwa, kiedy obejrzawszy film "Beasts of freedom - zew wolności", zamarzyłem o zobaczeniu jarocińskiej sceny na własne oczy. W dzisiejszym poście znajdzie się krótka wyliczanka z zespołami, które usłyszę na żywo podczas pierwszego dnia festiwalu.
Dezerter z podziemia.
Poza zapowiadającym się wspaniale koncercie "Grabaż 30", jeszcze jedno wydarzenie nie pozwala mi w spokoju czekać na 18 Lipca. Dezerter - za komuny jeden z wrogów publicznych numer jeden, niesforny skład buntowników grających hardcore punk, przybędzie do Jarocina, aby zagrać piosenki ze swojej płyty "Underground out of Poland" z 1987 roku, wydanej początkowo w Ameryce za sprawą Joeya Keithleya z legendarnej punkowej, kanadyjskiej grupy D.O.A., która inspirowała twórczość m.in. Red Hot Chili Peppers, czy The Offspring. Na płycie znajdują się bomby koncertowe takie jak "Ku przyszłości", "XXI wiek", "Dla zysku" (z tych cieszę się najbardziej, gdyż w czasie koncertu w Jarocinie będzie również Kasia Nosowska, która czasem wykonuje z Dezerterem ów piosenki, więc takie spontaniczne granie jest bardzo prawdopodobne).
Dzieci kwiaty powracają!
Jarocin 18 Lipca przeżyje powrót do punk-rockowych dezerterowych korzeni, ale również odżyje tam rewolucja dzieci kwiatów i big beatu. Ania Rusowicz - córka gwiazdy gatunku Ady Rusowicz - wokalistki Niebiesko-Czarnych - wystąpi na deskach sceny festiwalu, aby zagrać materiał ze swoich dwóch płyt długogrających. Jedną z nich jest nagrodzony aż czterema Fryderykami i statusem złotej płyty "Mój Big Bit". Druga to wydana w zeszłym roku płyta "Genesis", kontynuująca stylistykę z poprzedniego albumu Ani. Zapowiada się balanga w kwiecistych klimatów! Już zapuszczam włosy i szykuję bufiaste, wzorzyste spodnie.
Wiem, to zdjęcie Edyty Bartosiewicz już kiedyś wstawiałem na blogu, ale Holloee Poloy nie ma własnego zdjęcia! Post miał być przed week...
Zapraszam do lajkowania!
Kontakt
Masz jakieś pomysły? Chcesz mnie pochwalić za kunszt języka lub pojechać za błędy w składni i złą interpunkcję? Wszystkich zapraszam do siebie na dywanik na adres muzycznekorki@gmail.com