Dobry wieczór miśki!
Też stwierdzacie, że już dawno nie było nic o żadnej płycie? Od czasu, kiedy opowiadałem Wam ostatni raz o Pati Yang i jej "Wires and Sparks" minął już prawie miesiąc! Czas galopuje przed siebie jak nienormalny uciekający z wariatkowa - zdecydowanie zbyt szybko. Dzisiaj znowu nie powiem o płycie najnowszej, świeżej i cieplutkiej prosto z półki. Jestem sentymentalny i 3/4 moich postów jest o krążkach starszych, więc tak będzie i tym razem. Naszło mnie dzisiaj jakieś takie dziwne uczucie, kiedy spacerowałem z psem, iż muszę sobie tę płytkę przypomnieć, powspominać, wypić herbatkę. Pomyślałem więc "Hej! To dobry pomysł! Czemu nie zaangażujesz w to czytelników? Przecież wszystkich to interesuje!". No to skoro znacie już genezę tego posta to możemy przejść do rzeczy.
22 Września 2011 roku pamiętam bardzo dokładnie. Był dzień przed premierą płyty, na którą wyczekiwałem, a firma u której ją zamawiałem już wspaniałomyślnie ją dostarczyła. Co więcej z autografem samej artystki, która ów krążek stworzyła (taka ot przedsprzedażowa promocja). Jedenaście zupełnie nowych kawałków, które usłyszałem zaraz potem (no bo oczywiście od razu poleciałem z tym dziełem do odtwarzacza) towarzyszyły mi jeszcze długo, długo potem. Tak naprawdę jeżeli miałbym wyznaczyć moment, w którym rozpoczęło się na dobre moje dojrzewanie emocjonalne i artystyczne, to byłby to właśnie chyba ten dzień. Świeciło wtedy słońce - ogólnie to była piękna jesień, Ja zaczynałem wtedy Liceum (aż dziw mnie bierze, że to już zaraz prawie 3 lata miną), w którym musiałem się szybko odnaleźć i zadomowić, co na dobrą sprawę nie było takie trudne. I mimo tego, iż wiele osób kojarzy sobie piosenki na tej płycie z kolorami, to Ja słysząc kolejne utwory z tracklisty widzę sytuacje. Momenty, które należą już do przeszłości. Jednak są to bardzo miłe chwile, do których chce się wracać. Tak jest również z całą "8" autorstwa Katarzyny Nosowskiej - osoby, która bardzo mocno wpłynęła na to jaki dziś jestem i czego słucham oraz niezawodnego UniSexBandu, działającego z nią dalej. Zapraszam do lektury! :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspominki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspominki. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 lutego 2014
czwartek, 20 lutego 2014
Wyliczanka #5 "Muzyka z zarostem na przedzie"
Dzień dobry!
#10 Mike Oldfield
#9 Łąki Łan
Jeżeli miałbym wskazać najbardziej kolorowy i najbardziej zakręcony muzyczny, polski projekt, to wahałbym się między Big Fat Mamą, a wspomnianym wyżej właśnie Łąki Łanem. Grupa tak niesamowicie pozytywna, że sam zastanawiam się co oni takiego biorą. Skład to sześciu Panów nie z tego świata. Poń Kolny, Paprodziad, Bonk, Mega Motyl, Zając Cokictokloc i Jeżus Marian, grający jak sami mówią gatunek, zwany Łąki Funkiem, stworzyli tak barwną i ciekawą kreację sceniczną, że słuchacze nigdy ich nie zapomną. Stylistycznie na płytach jest to kosmos, którego nie idzie podciągnąć pod nic. Przypominają te piękne czasy Woodstocku 1969 i dzieci kwiatów, mieszając to z bardzo przyjemną dla ucha elektroniką. Po prostu kosmos, wyższa sfera podświadomości, kabała i Wróżbita Maciej. Kto nie był nigdy na ich koncercie, to ma zadanie domowe!
#8 The Beatles
Kto by ich nie znał? Kto by nie znał całej ich dyskografii? Wokół tego zespołu krąży tyle legend, co i ciekawych historii zawartych w rozmaitych biografiach empikowych półek. Pamiętam, że wiele osób nazywa ich prekursorami grunge'u, heavy metalu. Inni wspominają, że ulubionymi cukierkami George'a Harrisona były gumowe żelki, a pewnego razu chłopcy musieli opuścić koncert w przebraniu policjantów. Pomimo swojej wielkiej sławy i ciekawej biografii, mieli również wielki talent, dzięki któremu nadali muzyce rozrywkowej na całym świecie zupełnie nowy bieg. Kolejna ciekawostka - przeróbek i coverów Beatlesów jest na Spotify tak dużo, że do normalnych płyt nie idzie dotrzeć (albo po prostu ich nie ma) - wrzucam więc linki z Youtube'a.
#6 Happysad
Wróćmy na polskie ziemie, miodem i mlekiem płynące. Tutaj możemy znaleźć bardzo ciekawą grupę, która już jako młodzi chłopcy wydali w 2004 roku swój pierwszy krążek, który zaskakująco szybko dotarł do serc fanów. Od tamtej pory grupa cały czas odnosi sukcesy, nie przejmując się pełnymi jadu hejterami, nazywającymi ich "grupą dla gimbazy z rzemykami na dłoniach". I bardzo dobrze! Ze wstydem przyznaję teraz, że sam kiedyś nie przepadałem za tą grupą dopóki nie poszedłem na juwenaliowy koncert i nie przekonałem się jak genialni są na żywo, ogromne pokłady energii i świetna atmosfera na linii zespół - fani. I może tematyką czasem są trochę banalni, bo 3/4 piosenek traktuje o miłości, to i tak potrafią pięknie o niej mówić, a ich stwierdzenie "miłość to nie pluszowy miś" na stałe zapisało się już chyba w polskiej frazeologii. Brawo twórczy Happysadzie. Poloniści i fani padają u Waszych stóp.
#5 Nick Cave & The Bad Seeds
Z dumą mogę przyznać, że jest to światowej sławy grupa, którą udało mi się usłyszeć na żywo z racji Opener'a niecały rok temu. Grupa funkcjonuje od 1987 roku już jako odłam innej grupy muzycznej - The Birthday Party. Zawiera się w niej pięć narodowości całego świata - Szwajcar, Amerykanie, Australijczycy, Niemcy, Anglicy. Multum byłych członków i zawiła historia kto, gdzie, jak i kiedy. Z wysokim, postawnym brunetem o głębokim jak ocean basie przy mikrofonie. Tak! To właśnie Nick Cave cieszący się bardzo dobrą opinią pośród publiki. Uwielbiam ich za klimatyczne kompozycje. Niekiedy szalone i rockowe z dzikim pazurem przywodzącym na myśl westerny, czasem wolniejsze dla potańczenia z zapalniczką uniesioną w górę na koncercie (ktoś tak w ogóle jeszcze robi?).
#4 Kult/ Kazik/ Kazik Na Żywo
To taki prawie Nasz Słowacki XXI-wieku. Zawsze powie Polakom prawdę o nich samych, niekiedy nawet w sposób wulgarny. Z tą jednak różnicą, że tego jakże urokliwego człowieka wszyscy (no z małymi wyjątkami) lubią, a on sam nie cierpi na wieczną depresję. On i jego współpracownicy z kilku różnych formacji mają zawsze nietypowe, zaskakujące pomysły (teledyski są tak niesamowite, że nawet "Avatar" Camerona się chowa :P), pośród których każdy znajdzie coś dla siebie. Dowodem jestem Ja, bo o ile najnowsza płyta Kultu "Prosto" w ogóle mi nie pochodzi, a moje uszy jakoś nie mogą przetrawić singlowego "Dobrze być Dziadkiem", to "Bar La Curva/Plamy na słońcu" Kazika Na Żywo to już czysty majstersztyk! Kult za to dawniej potrafił być też bardzo romantyczny, czego dowodem zamieszczona niżej "Dziewczyna bez zęba na przedzie".
#3 Obywatel Grzegorz Ciechowski
W zamierzchłych czasach z burzą blond włosów, ułożonych nietypowo jak na polską modę PRL-u ze swoją długą grzywką, którą Ci bardziej zgryźliwi wyśmiewali, potem te włosy ściął i śpiewał o pieniądzach. Jego brak w dzisiejszych czasach to prawdziwa tragedia dla dzisiejszej, polskiej muzyki rozrywkowej. On również śpiewał o Polsce i robił to pięknie. Jego "Nie pytaj o Polskę" to piękna muzyka szarych leningradów, brudnych kamienic i pustych sklepów za komuny, który mnie niesamowicie porusza. Z Republiką wyczyniał jeszcze większe cuda, dzięki którym zapisał się w pamięci słuchaczy.
#1 Nirvana
Z całego zestawienia to Oni mieli na mnie największy wpływ. Teraz powiem Wam coś, czego niektórzy zgromadzeni tutaj nie wiedzą. Wprowadzę wątek autobiograficzny. Dawno, daaaawno temu w zamierzchłych czasach tak zwanej "gimbazy" byłem mentalnym grungem, co niektórym (i mi dzisiaj) może wydawać się zabawne, aczkolwiek wtedy to było dla mnie wielkie zaangażowanie w ideę. Zamykałem się tylko i wyłącznie do muzyki rockowej, krytykując wszelką inną jako "komerchę", chodziłem ubrany w śmieszne, podarte koszule, na wszelkich forach podpisywałem się ksywką Nevermind i marzyłem o gitarze, którą sobie ostatecznie kupiłem, jednak z czasem zacząłem otwierać się na inne gatunki i cała idea muzyki z Seattle jakoś mi umknęła. Teraz patrzę na tamten czas trochę z rozbawieniem, trochę z sympatią, bo to były naprawdę fajne czasy (poza tym muzycznym ograniczeniem - nie wiem jak Ja tak mogłem)! Niewątpliwie grupa miała na mnie - jak i wielu innych ludzi w moim wieku - przeogromny wpływ. Mam większość ich dyskografii, do której zdarza mi się z sentymentu wrócić. Posiadam obszerną biografię Nirvany i książkę na temat śmierci Kurta Cobaina. W szafie trzymam też do dzisiaj nadgryziony zębem czasu, przerośnięty sweter w czerwono-czarne paski, który kupiłem "bo Kurt taki miał, to Ja też będę".
Z racji tego, że dziś wokalista Nirvany kończyłby 47 rok życia, chciałbym mu życzyć wszystkiego dobrego - gdziekolwiek teraz jest. Pod spodem wstawiam cztery moje ulubione piosenki Nirvany, co jest bardzo trudne z racji na wspaniały, aczkolwiek wyjątkowo szybko zwieńczony repertuar zespołu.
Wszyscy wyspani? Ja w sumie tak mimo tego, że dzisiaj wstałem bardzo wcześnie (mój zegar biologiczny chyba kompletnie się rozregulował z ogromu szczęścia, wywołanego wolnym czasem :P). Jeżeli nie wyspani to w try miga po kawę i zapraszam ponownie za kilka minut, post nie ucieknie! :)
Zauważyłem ostatnio, że mój blog skupia się głównie na śpiewających kobietach i ich zespołach (czasem z mężczyznami w składzie, niekiedy na całych girlsbandach). Bardzo się zmartwiłem, że Panowie mogliby poczuć się brutalnie przeze mnie dyskryminowani, a z racji dżenderów, równouprawnienia i pokoju na świecie tego byśmy nie chcieli! Niech nikt się zatem nie obraża, dzisiaj nadrobię wszelkie zaległości i skupię się na muzyce, gdzie pierwsze skrzypce grają mężczyźni. Zapraszam do lektury!
Gdzieś już o nim wspominałem. Bodajże przy recenzji płyty "Tubular Bells III". Co mogę o nim powiedzieć? Muzyczny zachwyt mojego śp. Dziadka, który ogólnie miał wybitny gust muzyczny i żałuję, że nie mogłem dłużej z nim obcować na jednym świecie, podyskutować o muzyce. W każdym razie to dzięki jego wpływowi w moim domu znalazła się duża część płyt Mike'a Oldfielda, którego lubią wszyscy w mojej rodzinie. Genialny kompozytor, który w swoich kompozycjach potrafi tworzyć piękne, odległe światy. Polecam zwłaszcza jedno z jego pierwszych dokonań - płytę Herghest Ridge z połowy lat '70, która swoim układem może wydawać się niesamowicie długa, gdyż są to dwie części trwające po 20 minut każda, aczkolwiek czas spędzony przy słuchaniu tych dźwięków leci bardzo szybko, a na duszę działa lepiej niż najlepszy miód, czy czekolada.
#9 Łąki Łan
Jeżeli miałbym wskazać najbardziej kolorowy i najbardziej zakręcony muzyczny, polski projekt, to wahałbym się między Big Fat Mamą, a wspomnianym wyżej właśnie Łąki Łanem. Grupa tak niesamowicie pozytywna, że sam zastanawiam się co oni takiego biorą. Skład to sześciu Panów nie z tego świata. Poń Kolny, Paprodziad, Bonk, Mega Motyl, Zając Cokictokloc i Jeżus Marian, grający jak sami mówią gatunek, zwany Łąki Funkiem, stworzyli tak barwną i ciekawą kreację sceniczną, że słuchacze nigdy ich nie zapomną. Stylistycznie na płytach jest to kosmos, którego nie idzie podciągnąć pod nic. Przypominają te piękne czasy Woodstocku 1969 i dzieci kwiatów, mieszając to z bardzo przyjemną dla ucha elektroniką. Po prostu kosmos, wyższa sfera podświadomości, kabała i Wróżbita Maciej. Kto nie był nigdy na ich koncercie, to ma zadanie domowe!
#8 The Beatles
Kto by ich nie znał? Kto by nie znał całej ich dyskografii? Wokół tego zespołu krąży tyle legend, co i ciekawych historii zawartych w rozmaitych biografiach empikowych półek. Pamiętam, że wiele osób nazywa ich prekursorami grunge'u, heavy metalu. Inni wspominają, że ulubionymi cukierkami George'a Harrisona były gumowe żelki, a pewnego razu chłopcy musieli opuścić koncert w przebraniu policjantów. Pomimo swojej wielkiej sławy i ciekawej biografii, mieli również wielki talent, dzięki któremu nadali muzyce rozrywkowej na całym świecie zupełnie nowy bieg. Kolejna ciekawostka - przeróbek i coverów Beatlesów jest na Spotify tak dużo, że do normalnych płyt nie idzie dotrzeć (albo po prostu ich nie ma) - wrzucam więc linki z Youtube'a.
#7 Dub Fx
Poznałem go przez znajomego. Pamiętam jak zachwycał się kawałkiem "Flow" i mówił "musicie tego koniecznie posłuchać!". Wykonanie prosto z ulicy w akompaniamencie saksofonu i skocznego beatu, tak mnie urzekło, że jeszcze przez długi czas zachwycałem się muzyką Australijczyka. Jest to całkowicie niezależny artysta (za co bardzo go podziwiam), który głównie gra na ulicach wielkich miast, wykorzystując darmowe sample i swój własny głos. W trakcie jednego z takich gigów, pewnego razu w Manchasterze spotkał swoją życiową partnerkę - Flower Fairy, która wówczas postanowiła wspomóc go w sprzedaży jego płyty. od tamtego czasu z nim współpracuje, tworzy niektóre teksty i wspiera artystę wokalnie w piosenkach. Jego muzyka to ciekawe połączenie regae z drum and bass'em.
#6 Happysad
Wróćmy na polskie ziemie, miodem i mlekiem płynące. Tutaj możemy znaleźć bardzo ciekawą grupę, która już jako młodzi chłopcy wydali w 2004 roku swój pierwszy krążek, który zaskakująco szybko dotarł do serc fanów. Od tamtej pory grupa cały czas odnosi sukcesy, nie przejmując się pełnymi jadu hejterami, nazywającymi ich "grupą dla gimbazy z rzemykami na dłoniach". I bardzo dobrze! Ze wstydem przyznaję teraz, że sam kiedyś nie przepadałem za tą grupą dopóki nie poszedłem na juwenaliowy koncert i nie przekonałem się jak genialni są na żywo, ogromne pokłady energii i świetna atmosfera na linii zespół - fani. I może tematyką czasem są trochę banalni, bo 3/4 piosenek traktuje o miłości, to i tak potrafią pięknie o niej mówić, a ich stwierdzenie "miłość to nie pluszowy miś" na stałe zapisało się już chyba w polskiej frazeologii. Brawo twórczy Happysadzie. Poloniści i fani padają u Waszych stóp.
#5 Nick Cave & The Bad Seeds
Z dumą mogę przyznać, że jest to światowej sławy grupa, którą udało mi się usłyszeć na żywo z racji Opener'a niecały rok temu. Grupa funkcjonuje od 1987 roku już jako odłam innej grupy muzycznej - The Birthday Party. Zawiera się w niej pięć narodowości całego świata - Szwajcar, Amerykanie, Australijczycy, Niemcy, Anglicy. Multum byłych członków i zawiła historia kto, gdzie, jak i kiedy. Z wysokim, postawnym brunetem o głębokim jak ocean basie przy mikrofonie. Tak! To właśnie Nick Cave cieszący się bardzo dobrą opinią pośród publiki. Uwielbiam ich za klimatyczne kompozycje. Niekiedy szalone i rockowe z dzikim pazurem przywodzącym na myśl westerny, czasem wolniejsze dla potańczenia z zapalniczką uniesioną w górę na koncercie (ktoś tak w ogóle jeszcze robi?).
#4 Kult/ Kazik/ Kazik Na Żywo
To taki prawie Nasz Słowacki XXI-wieku. Zawsze powie Polakom prawdę o nich samych, niekiedy nawet w sposób wulgarny. Z tą jednak różnicą, że tego jakże urokliwego człowieka wszyscy (no z małymi wyjątkami) lubią, a on sam nie cierpi na wieczną depresję. On i jego współpracownicy z kilku różnych formacji mają zawsze nietypowe, zaskakujące pomysły (teledyski są tak niesamowite, że nawet "Avatar" Camerona się chowa :P), pośród których każdy znajdzie coś dla siebie. Dowodem jestem Ja, bo o ile najnowsza płyta Kultu "Prosto" w ogóle mi nie pochodzi, a moje uszy jakoś nie mogą przetrawić singlowego "Dobrze być Dziadkiem", to "Bar La Curva/Plamy na słońcu" Kazika Na Żywo to już czysty majstersztyk! Kult za to dawniej potrafił być też bardzo romantyczny, czego dowodem zamieszczona niżej "Dziewczyna bez zęba na przedzie".
#3 Obywatel Grzegorz Ciechowski
W zamierzchłych czasach z burzą blond włosów, ułożonych nietypowo jak na polską modę PRL-u ze swoją długą grzywką, którą Ci bardziej zgryźliwi wyśmiewali, potem te włosy ściął i śpiewał o pieniądzach. Jego brak w dzisiejszych czasach to prawdziwa tragedia dla dzisiejszej, polskiej muzyki rozrywkowej. On również śpiewał o Polsce i robił to pięknie. Jego "Nie pytaj o Polskę" to piękna muzyka szarych leningradów, brudnych kamienic i pustych sklepów za komuny, który mnie niesamowicie porusza. Z Republiką wyczyniał jeszcze większe cuda, dzięki którym zapisał się w pamięci słuchaczy.
#2 Damon Albarn
W latach '90 szokujący publiczność swoim metroseksualnym wyglądem, śpiewał wówczas piosenkę "Girls and Boys", którą niektórzy uważają za hymn biseksualizmu. Serca słuchaczy podbił piosenką z dwójką w tytule ("Song 2") należącą do bluru. Światowe hity tworzyłe jednak również w założonym przez siebie i Jamiego Hewletta wirtualnym zespole Gorillaz, które popularnością wyprzedziło jego macierzystą formację. Pamiętam swoje zdziwienie kiedy pojąłem, że 2-D i Damon Albarn to jedna osoba. To własnie z jego powodu pojechałem na Opener'a. Blur i ich britpopowe brzmienie kocham! Co więcej Albarn udziela się również solo - wkrótce jego najnowsza płyta, o której też już wspominałem z okazji rozpoczęcia nowego roku. Zapowiada się niezły rozstrzał gatunkowy między akustycznym rockiem, a nowoczesną elektroniką. Jakie będzie to wyczekiwane "Everyday robots"? Czas pokaże.
#1 Nirvana
Z całego zestawienia to Oni mieli na mnie największy wpływ. Teraz powiem Wam coś, czego niektórzy zgromadzeni tutaj nie wiedzą. Wprowadzę wątek autobiograficzny. Dawno, daaaawno temu w zamierzchłych czasach tak zwanej "gimbazy" byłem mentalnym grungem, co niektórym (i mi dzisiaj) może wydawać się zabawne, aczkolwiek wtedy to było dla mnie wielkie zaangażowanie w ideę. Zamykałem się tylko i wyłącznie do muzyki rockowej, krytykując wszelką inną jako "komerchę", chodziłem ubrany w śmieszne, podarte koszule, na wszelkich forach podpisywałem się ksywką Nevermind i marzyłem o gitarze, którą sobie ostatecznie kupiłem, jednak z czasem zacząłem otwierać się na inne gatunki i cała idea muzyki z Seattle jakoś mi umknęła. Teraz patrzę na tamten czas trochę z rozbawieniem, trochę z sympatią, bo to były naprawdę fajne czasy (poza tym muzycznym ograniczeniem - nie wiem jak Ja tak mogłem)! Niewątpliwie grupa miała na mnie - jak i wielu innych ludzi w moim wieku - przeogromny wpływ. Mam większość ich dyskografii, do której zdarza mi się z sentymentu wrócić. Posiadam obszerną biografię Nirvany i książkę na temat śmierci Kurta Cobaina. W szafie trzymam też do dzisiaj nadgryziony zębem czasu, przerośnięty sweter w czerwono-czarne paski, który kupiłem "bo Kurt taki miał, to Ja też będę".
Z racji tego, że dziś wokalista Nirvany kończyłby 47 rok życia, chciałbym mu życzyć wszystkiego dobrego - gdziekolwiek teraz jest. Pod spodem wstawiam cztery moje ulubione piosenki Nirvany, co jest bardzo trudne z racji na wspaniały, aczkolwiek wyjątkowo szybko zwieńczony repertuar zespołu.
Labels:
Blur,
elektronika,
Happysad,
Korepetycje z muzyki,
Łąki Łan,
Mike Oldfield,
Nick Cave,
Nirvana,
rock,
wspominki,
wyliczanka
Location:
Szczecin, Polska
środa, 18 grudnia 2013
Świąteczne wspominki. Czyli #Wyliczanka numer bodajże 4.
Witam Was wszystkich w ten grudniowy wieczór!
Równo rok temu (no dobra, dobra - bez jednego dnia), zacząłem Was bombardować muzyką, którą uważałem za najlepszą na świąteczny czas, wypełniony śnieżnymi krajobrazami za oknem, karpiem na stole i lampką czerwonego wina, wypitą przy dźwiękach, płynących z adaptera winyli. (żebym Ja tak pięknie rok temu pisał, wiem, jestem fontanną skromności). Tak naprawdę wtedy wolałem się skupiać na tandetnych obrazkach sprzed wigilijnego stołu, gdzie wszyscy życzą sobie wszystkiego dobrego. Pomijając zawartość merytoryczną ubiegłorocznych wypocin - wówczas sprezentowałem Wam fenomenalne June Julii Marcell oraz magiczne A Jolly Little Christmas from Frank Sinatra. Była to zaledwie malutka cząstka muzyki, która kojarzy mi się ze Świętami Bożego Narodzenia. Coś mnie naszło i postanowiłem stworzyć słodki jak peerelowskie landrynki post. Dzisiaj, korzystając z okazji zbliżających się Świąt wrócę do tego okresu. Będzie totalnie na spontanie, bez żadnego przygotowania. Taki będę szalony! Zatem starą, blogową tradycją - zapraszam do lektury!
#15 Cool Kids of Death - "Plan Ewakuacji"
To było bodajże 3 (A może 2? Nie jestem pewien) lata temu. Wróciliśmy z jakieś imprezy rodzinnej dzień przed Wigilią razem z rodzicami bardzo późno. Nic w tym więc dziwnego, że najzwyczajniej w świecie chciałem się wyspać przed kolejnym długim, rodzinnym spędem. Niestety Babcia wraz z Mamą miały zdecydowanie inne plany. Wigilia zwykle odbywa się u Nas, więc oczywiście wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, co wiąże się z przygotowaniami już od 8 rano. Tamtego dnia leciała u nich w kuchni Trójka i to właśnie ta piosenka mnie zbudziła. Wstałem, wyjrzałem przez okno, padał śnieg, a w tle właśnie Plan Ewakuacji. Wtedy zrozumiałem, że wszystko jest na swoim miejscu. Polecam również teledysk (dostępny w internecie, ale blogger odmawia posłuszeństwa w dodaniu go tutaj).
#10 Czesław Śpiewa- "Frozen Margarita (with gin)"
Obecnie nie jestem już fanem tego Pana. To nie kwestia tego, że się sprzedał jak mówią niektórzy, ale jakoś minęliśmy się w ideałach i muzycznie. Mimo wszystko "Pop" z 2010 roku stoi u mnie na półce i jestem z tego dumny, bo jakby nie patrzeć jest to bardzo dobra płyta. A "Frozen Margarita" - osobliwa historia z alkoholem w tle z baśniową oprawą muzyczną, przypominającą mi trochę Shreka. Pamiętam jak śnieg zasypał szczecińskie ulice, a wtedy właśnie tego słuchałem. To były ładne święta dla moich dziecięcych oczu.
#9 Kasia Kowalska- "Oto Ja"
Gemini. Rok 1994. Nie było mnie jeszcze na świecie, gdy powstała ta płyta (może byłem już w planach - tego nie wiem, ale może być taka opcja). Wracając do samej piosenki. O ile "Gemini" to płyta bardzo drapieżna i nieokiełznana, o tyle "Oto Ja" to najspokojniejsza wysepka na tym morzu rockowego szaleństwa. Piękny evergreen lat '90, a te mimo że trochę tandetne, to nigdy się nie nudzą. Jest to jeden z moich "naj" jeżeli chodzi o Kasię Kowalską.
#8 Sofa- "Serpentyny i bańki mydlane"
Sofę odkryłem jakoś rok temu za sprawą zupełnie innego utworu niż wspomniany. Był to mianowicie "Hardkor i Disko", puszczony w jakimś radiu w ramach anegdoty na temat końca świata, przepowiedzianego przez Majów. Jak widać przeżyliśmy kolejną apokalipsę, a w tamtym roku z sympatii jaką wzbudziła we mnie ta ciekawa grupa, łącząca muzykę rockową z elektroniką, choinkę ubieraliśmy w domu przy "Serpentynach...". I tak jakoś będzie mi się kojarzyć ze świętami już zawsze. Polecam zapoznać się z przygodami Eryka w kosmosie!
#7 Metallica - "One"
Dlaczego akurat to? Pamiętam, że i Mama, i Babcia były w ten świąteczny poranek w pracy. Tata miał wolne i został z takim 8-letnim Patryczkiem w domu. Co postanowili zrobić? Podenerwować sąsiadów, dokładnie! A najlepszym sposobem na zirytowanie tych, którzy puszczają techno o 3 nad ranem jest puścić im muzykę na cały regulator, kiedy Ci smacznie odsypiają melanże życia. Jako iż Tata dawno, dawno temu w innej galaktyce był metalem i nosił długie kudły, to puściliśmy im cały koncercik Mettaliki. To był piękny początek świąt! Swoją drogą - wybiera się ktoś na nadchodzący koncert Jamesa Hetfielda i jego świty?
#6 The XX- "VCR"
A to już kawałek na poświąteczne wegetowanie. Najlepiej przy wspaniałych prezentach, jakim mogą być płyty - senny "Vcr" z debiutanckiej płyty jednego z najsłynniejszych angielskich zespołów indie, jest idealny właśnie na takie chwile relaksu. Wszystko jest w tej piosence leniwe, spokojne i ciasteczkowe. Takie jakie właśnie mają być święta!
#5 Bjork- "Moon"
O tym, że Bjork to wybitna artystka, wspominać już nie trzeba. Ma na koncie mnóstwo płyt, doskonale przyjętych przez fanów nie tylko w rodzimej Islandii. Z płyty "Biophilia" wydanej w 2011 roku właśnie jakoś na święta, najbardziej wgryzł mi się w głowę singlowy "Moon", do którego istnieje przepiękny teledysk. Najlepiej słucha się tego kawałka nocą (zwłaszcza taką zimową), wyczekując na przybycie Mikołaja (albo pakując prezenty, chociaż to tak naprawdę Mikołaj owija je w te piękne papiery z hipermarketu). Jest tu - jak na całym albumie - coś niesamowicie nieuchwytnego. Polecam!
#4 Myslovitz- "3 Sny o tym samym"
Mój przyjaciel się na mnie za to obrazi. Ale pozdrawiam go, ślę ściski i mówię, że to wysokie miejsce to kwestia przypadku, bo kolejność jest losowa. W czym rzecz? Przyjaciel jest przeogromnym fanem Myslovitz, ale tylko tego z Arturem Rojkiem, zaś działalność Michała Kowalonka w zespole z Mysłowic jest dla niego nie do przyjęcia. Ja wielkim fanem twórczości tej grupy nie jestem wcale. Lubię posłuchać, ale bez zachwytów, jednak uważam, że przy pierwszym singlu "nowego" Myslovitz z płyty "1.577" (wie ktoś w ogóle co ten tytuł oznacza?) naprawdę fajnie się zasypia, pod ciepłą perzyną, gdy za oknem szaleje zima.
#3 Edyta Bartosiewicz- "XXI Wiek"
To już bardziej kawałek, którego słucham już w pierwszy noworoczny dzień zaraz po Sylwestrze. Dalej jest to w każdym razie okres świąteczny i właśnie dlatego ta kompozycja ma również swoje miejsce w tej Wyliczance. O tej Pani pisałem już w tym roku również milion razy, więc nie będę się już rozdrabniać na części pierwsze. Co mogę powiedzieć o tym utworze? Przecudowne, rockowe granie z przełomu dwóch wieków. Na dodatek Edyta, śpiewająca na kilku różnych ścieżkach w końcowym refrenie, zawsze powala mnie na łopatki. Swoją drogą - ulubioną porą roku tej Pani jest właśnie zima ;)
#2 Dixie Chicks - "Landslide"
Prześliczna piosenka w wykonaniu girlsbandu, serwującego głównie akustyczne country. Poznałem niedawno, ale również mam zamiar przetestować tej zimy, bo kawałek ewidentnie tak mi się kojarzy. Nieco nostalgiczny. Zobaczymy jakie wynikną z tego wspomnienia.
#1 Muchy - "Nieprzeszkadzajmibotańczę"
Główne skojarzenia? Pewna zimowa, szczenięca miłosna przygoda dwa lata temu. Dzisiaj dalej z tą osobą utrzymuję bardzo dobre kontakty, ale tak czy inaczej jakiś sentyment do tego kawałka pozostał. Chłodne gitarowe chwyty i skoczny rytm idealnie wpasowują się w ten zimowy styczniowo-grudniowy klimat. Jeden z niewielu kawałków Much, które bardzo lubię. Nie mogę się przekonać, chociaż to co macie do przesłuchania pod spodem to czysty majstersztyk!
To już koniec! Przyznam, że naprawdę miło było sobie powspominać. Mam nadzieję, że te święta będą równie udane jak poprzednie. Zarówno muzycznie, jak i w innych aspektach (chociaż Kevina nie będzie w tv :( ) A jak jest u Was? Macie jakieś kawałki, które zachowaliście w sercu jako te świąteczne? Jeżeli tak - podzielcie się nimi w komentarzach albo pod adresem mailowym muzycznekorki@gmail.com! Zapraszam też do subskrybowania, aby być na bieżąco!
Ściskam i życzę miłego wieczoru!
Ps: Nie było nic od Hey'a! Co za niedopatrzenie z mojej strony! Chociaż tutaj będzie naprawdę świątecznie. Pod spodem dwa specjalne wykonania, piosenek bożonarodzeniowych, których bezczelny blogger również nie chce pozwolić mi wrzucić do posta - "White Christmas" z jakiegoś starego programu bożonarodzeniowego Polskiej Telewizji 2. Jakość tragiczna, ale za to jaki biały kruk! Dwie Kasie - Nosowska i Kowalska, takie młode. I to wykonanie! Łezka się w oku kręci. Oprócz tego już sama Kasia Nosowska w odcinku specjalnym Szansy na Sukces (bodajże rok 1995 - wtedy się urodziłem! :)), śpiewa kolędę "Dzisiaj w Betlejem". Rarytas o jakie ciężko w dzisiejszych czasach. Polecam posłuchać, by poczuć jeszcze bardziej magię świąt.
http://www.youtube.com/watch?v=X9YITuIwz1Q
http://www.youtube.com/watch?v=VQHZSGCAZf4
Równo rok temu (no dobra, dobra - bez jednego dnia), zacząłem Was bombardować muzyką, którą uważałem za najlepszą na świąteczny czas, wypełniony śnieżnymi krajobrazami za oknem, karpiem na stole i lampką czerwonego wina, wypitą przy dźwiękach, płynących z adaptera winyli. (żebym Ja tak pięknie rok temu pisał, wiem, jestem fontanną skromności). Tak naprawdę wtedy wolałem się skupiać na tandetnych obrazkach sprzed wigilijnego stołu, gdzie wszyscy życzą sobie wszystkiego dobrego. Pomijając zawartość merytoryczną ubiegłorocznych wypocin - wówczas sprezentowałem Wam fenomenalne June Julii Marcell oraz magiczne A Jolly Little Christmas from Frank Sinatra. Była to zaledwie malutka cząstka muzyki, która kojarzy mi się ze Świętami Bożego Narodzenia. Coś mnie naszło i postanowiłem stworzyć słodki jak peerelowskie landrynki post. Dzisiaj, korzystając z okazji zbliżających się Świąt wrócę do tego okresu. Będzie totalnie na spontanie, bez żadnego przygotowania. Taki będę szalony! Zatem starą, blogową tradycją - zapraszam do lektury!
#15 Cool Kids of Death - "Plan Ewakuacji"
To było bodajże 3 (A może 2? Nie jestem pewien) lata temu. Wróciliśmy z jakieś imprezy rodzinnej dzień przed Wigilią razem z rodzicami bardzo późno. Nic w tym więc dziwnego, że najzwyczajniej w świecie chciałem się wyspać przed kolejnym długim, rodzinnym spędem. Niestety Babcia wraz z Mamą miały zdecydowanie inne plany. Wigilia zwykle odbywa się u Nas, więc oczywiście wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, co wiąże się z przygotowaniami już od 8 rano. Tamtego dnia leciała u nich w kuchni Trójka i to właśnie ta piosenka mnie zbudziła. Wstałem, wyjrzałem przez okno, padał śnieg, a w tle właśnie Plan Ewakuacji. Wtedy zrozumiałem, że wszystko jest na swoim miejscu. Polecam również teledysk (dostępny w internecie, ale blogger odmawia posłuszeństwa w dodaniu go tutaj).
#14 Sorry Boys- Evolution (St. Teresa)
Jeszcze nie miałem okazji tego testować świątecznie i katować tym rodziny. W tym roku spróbuję. O Sorry Boys pisałem. I pisałem. I pisałem jeszcze więcej. O najnowszej płycie, zatytułowanej "Vulcano" stworzonej przez tą wybitną, polską formację też już pisałem. Ten utwór - jak dla mnie obecnie numer 1. na liście przebojów z tej płyty. Od pierwszego przesłuchania już czułem, że będzie to coś wspaniałego, słuchać tego na Święta (w tle w tym kawałku brakuje mi tylko dzwonków sań Świętego Brodacza).
#13 The Police - "Every Little Thing She Does Is Magic"
Z tym kawałkiem jest jak ze wszystkimi utworami starego, dobrego Frania Sinatry - za każdym razem na święta katuję do bólu uszu. Pamiętam jak usłyszałem ten kawałek po raz pierwszy na jakimś karaoke. Potem wróciłem do domu i słuchając jednego z największych przebojów Stinga i spółki robiłem świąteczne porządki. Wtedy jeszcze słuchałem muzyki na Groovesharku i Youtubie i wpadłem w taką manię, że zrobiłem dla The Police nawet osobne playlisty na obu tych portalach. Pewnie dalej gdzieś je mam na moich antycznych, zakurzonych i zjedzonych przez mole kontach. Ale ten kawałek jest taki piękny i aż buchający zimowomiłosną magią, musicie tego posłuchać, żeby poczuć magię świąt. Olejcie oklepane, kotletowe "coraz bliżej święta"!
#12 Brodka- "Bez tytułu"
To był rok 2011. Zaczynałem wtedy Liceum. To był bardzo dobry rok dla polskiej muzyki rozrywkowej - między innymi właśnie wtedy Monika Brodka zmieniła się z ugrzecznionej laureatki "Idola", śpiewającej o ślubie w nieokrzesaną bojowniczkę polskiej alternatywy i wydała pod okiem Marcina Borsa swój najlepszy dotychczas album długogrający - "Grandę". A tam znalazło się miejsce na przykład dla takiej perełki jak "Bez tytułu". Tłusty, elektroniczny, główny motyw na syntezatorze i ciekawe syntetyczne wstawki, z towarzyszącą łamiącą się perkusją, zmieszane z wokalem Moniki w pyszne świąteczne, muzyczne ciasto. Zakochałem się wtedy na ulicy, słuchając tego tracku. Można powiedzieć, że była to miłość od pierwszego przesłuchania, trwająca do dziś :)
#11 Frank Sinatra- "Let it snow"
Ja wiem, wiem. Święta to u mnie Sinatra i Sinatra, ale to nie mogło się tutaj nie znaleźć. Magia. Dzisiaj już się takiej nie da stworzyć w studiu. Można tylko słuchać i słuchać. I słowa są tu niepotrzebne (zupełnie do mnie niepodobne stwierdzenie
#10 Czesław Śpiewa- "Frozen Margarita (with gin)"
Obecnie nie jestem już fanem tego Pana. To nie kwestia tego, że się sprzedał jak mówią niektórzy, ale jakoś minęliśmy się w ideałach i muzycznie. Mimo wszystko "Pop" z 2010 roku stoi u mnie na półce i jestem z tego dumny, bo jakby nie patrzeć jest to bardzo dobra płyta. A "Frozen Margarita" - osobliwa historia z alkoholem w tle z baśniową oprawą muzyczną, przypominającą mi trochę Shreka. Pamiętam jak śnieg zasypał szczecińskie ulice, a wtedy właśnie tego słuchałem. To były ładne święta dla moich dziecięcych oczu.
#9 Kasia Kowalska- "Oto Ja"
Gemini. Rok 1994. Nie było mnie jeszcze na świecie, gdy powstała ta płyta (może byłem już w planach - tego nie wiem, ale może być taka opcja). Wracając do samej piosenki. O ile "Gemini" to płyta bardzo drapieżna i nieokiełznana, o tyle "Oto Ja" to najspokojniejsza wysepka na tym morzu rockowego szaleństwa. Piękny evergreen lat '90, a te mimo że trochę tandetne, to nigdy się nie nudzą. Jest to jeden z moich "naj" jeżeli chodzi o Kasię Kowalską.
#8 Sofa- "Serpentyny i bańki mydlane"
Sofę odkryłem jakoś rok temu za sprawą zupełnie innego utworu niż wspomniany. Był to mianowicie "Hardkor i Disko", puszczony w jakimś radiu w ramach anegdoty na temat końca świata, przepowiedzianego przez Majów. Jak widać przeżyliśmy kolejną apokalipsę, a w tamtym roku z sympatii jaką wzbudziła we mnie ta ciekawa grupa, łącząca muzykę rockową z elektroniką, choinkę ubieraliśmy w domu przy "Serpentynach...". I tak jakoś będzie mi się kojarzyć ze świętami już zawsze. Polecam zapoznać się z przygodami Eryka w kosmosie!
#7 Metallica - "One"
Dlaczego akurat to? Pamiętam, że i Mama, i Babcia były w ten świąteczny poranek w pracy. Tata miał wolne i został z takim 8-letnim Patryczkiem w domu. Co postanowili zrobić? Podenerwować sąsiadów, dokładnie! A najlepszym sposobem na zirytowanie tych, którzy puszczają techno o 3 nad ranem jest puścić im muzykę na cały regulator, kiedy Ci smacznie odsypiają melanże życia. Jako iż Tata dawno, dawno temu w innej galaktyce był metalem i nosił długie kudły, to puściliśmy im cały koncercik Mettaliki. To był piękny początek świąt! Swoją drogą - wybiera się ktoś na nadchodzący koncert Jamesa Hetfielda i jego świty?
#6 The XX- "VCR"
A to już kawałek na poświąteczne wegetowanie. Najlepiej przy wspaniałych prezentach, jakim mogą być płyty - senny "Vcr" z debiutanckiej płyty jednego z najsłynniejszych angielskich zespołów indie, jest idealny właśnie na takie chwile relaksu. Wszystko jest w tej piosence leniwe, spokojne i ciasteczkowe. Takie jakie właśnie mają być święta!
#5 Bjork- "Moon"
O tym, że Bjork to wybitna artystka, wspominać już nie trzeba. Ma na koncie mnóstwo płyt, doskonale przyjętych przez fanów nie tylko w rodzimej Islandii. Z płyty "Biophilia" wydanej w 2011 roku właśnie jakoś na święta, najbardziej wgryzł mi się w głowę singlowy "Moon", do którego istnieje przepiękny teledysk. Najlepiej słucha się tego kawałka nocą (zwłaszcza taką zimową), wyczekując na przybycie Mikołaja (albo pakując prezenty, chociaż to tak naprawdę Mikołaj owija je w te piękne papiery z hipermarketu). Jest tu - jak na całym albumie - coś niesamowicie nieuchwytnego. Polecam!
#4 Myslovitz- "3 Sny o tym samym"
Mój przyjaciel się na mnie za to obrazi. Ale pozdrawiam go, ślę ściski i mówię, że to wysokie miejsce to kwestia przypadku, bo kolejność jest losowa. W czym rzecz? Przyjaciel jest przeogromnym fanem Myslovitz, ale tylko tego z Arturem Rojkiem, zaś działalność Michała Kowalonka w zespole z Mysłowic jest dla niego nie do przyjęcia. Ja wielkim fanem twórczości tej grupy nie jestem wcale. Lubię posłuchać, ale bez zachwytów, jednak uważam, że przy pierwszym singlu "nowego" Myslovitz z płyty "1.577" (wie ktoś w ogóle co ten tytuł oznacza?) naprawdę fajnie się zasypia, pod ciepłą perzyną, gdy za oknem szaleje zima.
#3 Edyta Bartosiewicz- "XXI Wiek"
To już bardziej kawałek, którego słucham już w pierwszy noworoczny dzień zaraz po Sylwestrze. Dalej jest to w każdym razie okres świąteczny i właśnie dlatego ta kompozycja ma również swoje miejsce w tej Wyliczance. O tej Pani pisałem już w tym roku również milion razy, więc nie będę się już rozdrabniać na części pierwsze. Co mogę powiedzieć o tym utworze? Przecudowne, rockowe granie z przełomu dwóch wieków. Na dodatek Edyta, śpiewająca na kilku różnych ścieżkach w końcowym refrenie, zawsze powala mnie na łopatki. Swoją drogą - ulubioną porą roku tej Pani jest właśnie zima ;)
#2 Dixie Chicks - "Landslide"
Prześliczna piosenka w wykonaniu girlsbandu, serwującego głównie akustyczne country. Poznałem niedawno, ale również mam zamiar przetestować tej zimy, bo kawałek ewidentnie tak mi się kojarzy. Nieco nostalgiczny. Zobaczymy jakie wynikną z tego wspomnienia.
#1 Muchy - "Nieprzeszkadzajmibotańczę"
Główne skojarzenia? Pewna zimowa, szczenięca miłosna przygoda dwa lata temu. Dzisiaj dalej z tą osobą utrzymuję bardzo dobre kontakty, ale tak czy inaczej jakiś sentyment do tego kawałka pozostał. Chłodne gitarowe chwyty i skoczny rytm idealnie wpasowują się w ten zimowy styczniowo-grudniowy klimat. Jeden z niewielu kawałków Much, które bardzo lubię. Nie mogę się przekonać, chociaż to co macie do przesłuchania pod spodem to czysty majstersztyk!
To już koniec! Przyznam, że naprawdę miło było sobie powspominać. Mam nadzieję, że te święta będą równie udane jak poprzednie. Zarówno muzycznie, jak i w innych aspektach (chociaż Kevina nie będzie w tv :( ) A jak jest u Was? Macie jakieś kawałki, które zachowaliście w sercu jako te świąteczne? Jeżeli tak - podzielcie się nimi w komentarzach albo pod adresem mailowym muzycznekorki@gmail.com! Zapraszam też do subskrybowania, aby być na bieżąco!
Ściskam i życzę miłego wieczoru!
Ps: Nie było nic od Hey'a! Co za niedopatrzenie z mojej strony! Chociaż tutaj będzie naprawdę świątecznie. Pod spodem dwa specjalne wykonania, piosenek bożonarodzeniowych, których bezczelny blogger również nie chce pozwolić mi wrzucić do posta - "White Christmas" z jakiegoś starego programu bożonarodzeniowego Polskiej Telewizji 2. Jakość tragiczna, ale za to jaki biały kruk! Dwie Kasie - Nosowska i Kowalska, takie młode. I to wykonanie! Łezka się w oku kręci. Oprócz tego już sama Kasia Nosowska w odcinku specjalnym Szansy na Sukces (bodajże rok 1995 - wtedy się urodziłem! :)), śpiewa kolędę "Dzisiaj w Betlejem". Rarytas o jakie ciężko w dzisiejszych czasach. Polecam posłuchać, by poczuć jeszcze bardziej magię świąt.
http://www.youtube.com/watch?v=X9YITuIwz1Q
http://www.youtube.com/watch?v=VQHZSGCAZf4
Waflekins.
Labels:
Edyta Bartosiewicz,
Frank Sinatra,
Hey,
Korepetycje z muzyki,
Sorry Boys,
stanowczo za dużo dygresji,
Święta,
wspominki,
wyliczanka,
zima
Location:
Szczecin, Polska
Subskrybuj:
Posty (Atom)