| The Dumplings - "No bad days", Warner Music Poland, 2014 |
Wydaje mi się, że dla mojego pokolenia (tj. osób w więku pomiędzy 18 a 20 rokiem życia), nigdy nie było żadnego muzycznego głosu pokolenia. Nigdy nikogo nie wynosiliśmy na piedestał. Nie było takiej sytuacji, żeby jakimś wykonawcą jarał się każdy - od fana ciężkich, rockowych brzmień, aż po te najbardziej elektroniczne freaki. Tę dwójkę polubił praktycznie każdy, kto tylko miał styczność z ich muzyką. Otrzymaliśmy głos naszego pokolenia. Za sprawą internetowego programu Łukasza Jakóbiaka, któremu wówczas jako nieznany duet przysłali swój autorski materiał, The Dumplings z miejsca stali się zespołem, o którym najgłośniej było na polskiej scenie muzycznej w roku 2013. Wywoławszy zamieszanie, dając kilka z tego co słyszałem bardzo dobrych koncertów, zamknęli się w domowym zaciszu studia nagraniowego Bartosza Szczęsnego - 1/2 zespołu Rebeka. Tą drogą zarejestrowane zostało 13 wspaniałych utworów, które tworzą dzisiaj dzieło, jakim jest niewątpliwie ich debiutancki krążek "No bad days".
Wraz z "No bad days" polska elektronika wchodzi na zupełnie nowy poziom. Elektronika z alternatywy przeznaczonej dla wtajemniczonych (no może poza największymi gigantami na naszej rodzimej scenie), coraz większymi i bardziej pewnymi krokami wkracza do krainy mainstreamu. Nie oburzajcie się hipsterzy, to bardzo dobrze dla naszej polskiej muzyki - pojawia się bowiem nadzieja, że w radiu zamiast oklepanych pop-rockowych kotletów i starych przebojów z lat '80 i '90, być może zacznie być grana dojrzała, smaczna w brzmieniach elektronika. Nic bardziej lepszego dla poprawy gustu polskich słuchaczy.