Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dido. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dido. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Jak żyć? Dido odpowiada.

Cześć wszystkim!
Mam nadzieję, że post o "Silent Treatment" Pati Yang jak i sam krążek przypadły Wam do gustu. Teraz zmienimy trochę klimat. Nadchodzące trzy tygodnie ostatniego letniego miesiąca upłyną pod hasłem Akustyczny Sierpień. Zrecenzuję kilka różnych wydawnictw, których głównym instrumentarium są gitary, bębny, trąbki, wiolonczele - no po prostu będzie bardzo instrumentalnie, klimatycznie, chciałoby się rzec jak na koncertach unplugged. Wydaje mi się, że taka muzyka jest idealna na późnoletnie dni, gdy jest jeszcze w miarę ciepło i przyjemnie, ale za oknem szumiący nieustannie wiatr i wieczorne burze dają swój własny występ, a liście na drzewach coraz bardziej się rumienią. A zatem zapraszam do lektury. Cykl zacznę płytą chyba najbardziej mainstreamową i jednocześnie najmniej akustyczną ze wszystkich, które dla Was przygotowałem na ten miesiąc.

Dido - "Life For Rent", 2003, Cheeky Records

Może nie w całości, ale tę płytę odkryłem bardzo wcześnie. Dobrze pamiętam, że poszczególnymi piosenkami z tego krążka zachwycałem się już w szóstej klasie podstawówki, odkrywając działanie Youtube'a. To wówczas katowałem tam namiętnie teledyski do tytułowego "Life for rent", czy "Sand in my shoes". Młodziutką Dido, która zadebiutowała w 1999 roku płytą "No Angel" (ją zresztą recenzowałem sto lat temu, a link do ów recenzji znajdziecie tutaj) odkrył i wypromował na rynku Eminem, który do jednej ze swoich piosenek, zatytułowanej "Stan" wrzucił sample refrenu z  "Thank You" - bodajże drugiego singla z debiutu artystki. Miał chłop niezłego nosa, bowiem już cztery lata później Dido powróciła z kontynuacją tego, co zaczęła na początku nowego stulecia, dalej trzymając wysoki poziom z poprzedniej płyty. Świadczy o tym też sam sukces komercyjny "Life for rent".

Wielki sukces

Jeżeli miałbym wskazać z dyskografii Dido jedną płytę, na której znajduje się najwięcej hitów, to wskazałbym niewątpliwie właśnie tą dzisiaj przeze mnie omawianą. Praktycznie każdy singiel z wydawnictwa uzyskiwał sukces. Efektem tego znane wszystkim "White Flag" otwierające cały album, jest dziś uważane za kultowe dokonanie w muzyce pop. Może już trochę mniejszy, aczkolwiek równie wysoki rozgłos znalazły kolejne promujące krążek utwory - mające wydźwięk antynarkotykowe "Don't Leave Home", którego wczesna wersja "All You Want" znalazła miejsce na debiutanckiej płycie, energetyczne "Sand in my shoes", czy już bardziej poważne "Life for rent" - te piosenki wciąż gra się w radiach, nadal znajdują one kolejnych słuchaczy. Co jest kwestią tak dużego sukcesu zwieńczonego pięćdziesięcioma dwoma tygodniami na liście najlepiej sprzedających się albumów w Wielkiej Brytanii? 
Na pewno wprawne ucho wybitnego kompozytora Rollo Armstronga - brata Dido, członka nieistniejącej już grupy Faithless, czuwającego nad produkcją dwóch pierwszych wydawnictw swojej siostry. Drugą nadrzędną kwestią jest niesamowita melodyjność, która przepełnia wszystkie dwanaście kompozycji na "Life for rent". To przez nią chwytliwe popowe refreny poszczególnych utworów nie chcą po przesłuchaniu wyjść słuchaczowi z głowy. 

Jeden z najlepszych popowych utworów jakie istnieją. "Sand in my shoes" 
nadaje się wszędzie - do Eski, na klubową dyskotekę i do słuchania w czterech ścianach
każdą porą roku. Nie idzie się nie zakochać.

czwartek, 5 września 2013

Ludzkie granie.

Singiel "Here with me" wydany na specjalnym CD
ma kilka wersji okładek, ale ta "na wstydziocha" jest
chyba najlepsza ze wszystkich.
Jest 1999 rok. Koniec całego XX wieku- nie ma jeszcze Google'a ani Facebooka. O Naszej Klasie nie wspominając. Panika związana z nowym millenium i zbliżającym się końcem świata paraliżuje w strachu miliony ludzi. Kończy się też era buntowniczego rockowego grania (która jeszcze kilka lat będzie trzymała się w ryzach, by powoli stać się muzyką alternatywną). Polska już od dekady jest wolna od komunistycznych władz- w tym czasie w naszym kraju rozwinęła się muzyka bardzo kobieca- na salony weszły Kasia Nosowska, Anita Lipnicka, Kasia Kowalska, Edyta Bartosiewicz, zastępując punkowych buntowników z dawnych lat (chociaż Dezerter dziś trzyma się lepiej niż np Anita Lipnicka). Za granicą za to wszyscy w muzyce zachwycają się nowymi płytami Red Hot Chili Peppers, Christiny Aguilery, a hitem miary dzisiejszego Gangnam Style jest Cocojumbo Mr.President'a. Oprócz tego zaczyna panować moda na kosmitów- wówczas powstaje serial Roswell: W kręgu tajemnic. Główny motyw do serii nagrywa młoda Brytyjka, posiadająca irlandzko-francuskie korzenie Dido- ów piosenka- singiel promujący najnowszą płytę No angel zatytułowany Here with me szybko dostał się do list przebojów całego świata. Wkrótce jednak w karierze dziewczyny stało się coś jeszcze mniej spodziewanego. Drugi singiel z płyty- fenomenalne Thank You zostaje wykorzystane przez białego rapera- Eminema w piosence Stan. Płyta artystki z dnia na dzień zyskuje coraz większą sprzedaż, aby w końcu dzisiaj mieć status jednej z najlepiej sprzedających się płyt w Wielkiej Brytanii (dziś płyta ma już ponad 10 milionów nabywców z całego świata). O tej płycie- którą odkryłem lata później (bo dopiero w 2011, kiedy pomogła mi ona oswoić się z nowym, licealnym środowiskiem)- będę dziś mówić w serii "płyty, które kojarzą mi się z jesienią".

Dido- "No angel" Artista Records, 1999
najlepsze utwory- "Thank You", "Honestly OK", "Isobel"
Dwie strony nieba.
Poza wspomnianymi wcześniej chwytliwymi singlami, które stały się największymi hitami artystki na płycie znajduje się jeszcze jeden doskonale przyjęty promujący utwór- jest to już mniej znany Hunter- energiczna piosenka z nostalgicznym, refleksyjnym refrenem. Żadna z nich nie oddaje jednak prawdziwej magii tego krążka- tej pełnej niesamowitych doznań, oddziałujących na wyobraźnię dźwięków i doskonałych tekstów napisanych przez Dido. Czasem wydaje mi się nawet, że ta płyta- jak kameleon- ma różne wcielenia. Jedno z nich to typowe, ładne popowe ballady stworzone całkowicie pod radio, za to ta druga strona- już mniej znana jest o wiele bogatsza w ambitniejsze piosenki, które jednak nie mają szansy się wybić. Podoba mi się też to, że ta mniej komercyjna część płyty bawi się również gatunkami- przeplata się tu pop, alternatywa, a nawet trip hop z elektroniką. Jeżeli znasz Dido tylko z tej radiowej strony, a tytuły takie jak  Honestly OK, Isobel i Slide nie mówią ci praktycznie nic koniecznie zapoznaj się z No Angel.

Instrumentalnie i elektronicznie.
Płytę wyprodukował brat Dido- Rollo Armstrong- ze znanej w szerokich kręgach grupy, grającej muzykę elektroniczną- Faithless i trzeba przyznać, że... odwalił kawał dobrej roboty. Usłyszycie tu mnóstwo różnych instrumentów- dęciaki, djembe, mandoliny, smyczki oraz zwykłe gitary (które stanowią bazę dla Don't think of me i All you want- posiadajće mnóstwo podobieństw do jednego z przyszłych utworów artystki- Don't leave home) i perkusję- zapewne stworzoną już w komputerze taka symfonia przewija się między innymi w nostalgicznym My Lover's Gone, stopniowo buchającym energią bonusowym trackiem Take my hand zamykającym płytę (jedno z lepszych zakończeń płyty jakie widzi...słyszałem :)) no i w jak dla mnie najlepszym utworze z całej płyty- bardzo mocno trip hopowo-chilloutowym Honestly OK, który powala smutnym tekstem o samotności, nienawiści do samego siebie i z jakże prostym zwrotem otwierającym i zamykającym tekst "I just want to feel/safe in my own skin" pod którym na pewno wiele osób może się podpisać. I to jest kolejny aspekt płyty...

...jest po ludzku.
Dido nazwała swoją płytę No angel- zapewne nie po 11. ścieżce z płyty- I'm no angel (która szczerze mówiąc wpada jednym uchem, a wypada drugim), a dlatego, że w tej płycie jest coś innego, prawdziwego. Zwykle artyści pop- a nią jest na sto procent Dido- śpiewają o tym jak to super jest na świecie i jak miłość przepełnia wszystkich dookoła. Prawie 30 letnia dziewczyna nie oszukuje słuchacza ani nie owija w bawełnę- nasz świat nie jest najlepszym miejscem, a człowiek nie jest ideałem. Co słychać w kolejnym doskonałym zarówno muzycznie jak i tekstowo utworze- Slide z bardzo mądrym refrenem "It's all right/To make mistakes/You're only human/Inside everybody's hiding something".  Zaraz potem następuje drugi najlepszy moment całego krążka- mroczna opowieść o dziewczynie- Isobel, która uciekła z domu, zostawiając wszystko co ją złego spotkało. Nie będę zdradzać żadnego chociażby fragmentu tekstu, bo przekazuje naprawdę ciekawą historię- chcesz to przesłuchaj- wszystko w linku do Spotify na dole. Warta pochwały jest jeszcze jedna spokojna trip-hopowa pozycja- My life- gdzie wokalistka podsumowuje całe swoje życie.

Podsumowując znowu moje ogromne wywody (miało być tak zwięźle, jednak "wszystko znowu poszło nie tak"- jak mówi w jednej z piosenek Myslovitz)- płyta No angel jest naprawdę dobrym, popowo-elektronicznym krążkiem, z głębokimi jak Atlantyk tekstami i świetną produkcją muzyczną. Porównując ją do tego, co niestety dzisiaj wyprawia Dido, to jej krążek z 1999 roku dostałby 10/10 jednak jako iż patrzę na ogół popowej sceny dostanie bardzo mocne 8.5/10
A z wami, czytelnicy jeszcze dziś się zobaczę- bowiem w godzinach wieczornych kolejny post. Zapraszam po 20:00 na coś specjalnego- a w tym czasie posłuchać możecie bardzo dobrych 11 piosenek, o których mówiłem.
Waflekins.

piątek, 11 stycznia 2013

Na nowo.

Witam was po dosyć długiej przerwie, niestety trochę poległem i zawiodłem co do moich planów co do postowania (niestety przytłoczył mnie ogrom pracy poza blogiem- i na niej musiałem się najbardziej skupić). Od teraz postanowiłem nie wyznaczać sobie dokładnego harmonogramu, gdyż nie umiem się takowego trzymać. Posty będą się pojawiać i zostanę przy zapowiadaniu nowego posta na końcu poprzedniego, bo ta metoda jak na razie się sprawdza. W ramach rekompensaty mogę was zapewnić, że ułożyłem sobie idealny plan co do blogowania, mam nadzieję, że się powiedzie. Wiem już mniej więcej co publikować aż do marca- pomysłów jest mnóstwo. Jeżeli chcecie się jednak podzielić ze mną jakąś muzyką, którą warto poznać (co ciekawsze tytuły po przesłuchaniu będę na pewno recenzować), wydarzeniem, czy po prostu napisać coś do mnie- piszcie na specjalnego maila- muzycznekorki@gmail.com. Jednym słowem- roboty jest ogrom. Tymczasem zapraszam was do nowego posta, pierwszego w 2013 roku.




















Pamiętacie, gdy opowiadałem wam o Dido i jej najnowszej płycie Girl who got away? Jeżeli nie to polecam zaznajomić się z artykułem "Dziewczyna, która uciekła" do którego zamieszczam wam link (http://muzczne.blogspot.com/2012/12/dziewczyna-ktora-ucieka.html). Miesiąc temu poznaliśmy piosenkę Let us move on wykonaną z raperem Kendrickiem Lamarem. Wówczas w muzycznych mediach (w tych zagranicznych rozeszło się to jakoś huczniej niż w tych polskich) zapanował szał związany z powrotem artystki- wszyscy zastanawiali się, czy wypuszczony do sieci utwór jest pierwszym oficjalnym singlem z płyty. Do piosenki powstał również tzw. "lyrics video"- ostatnio bardzo popularny wśród wielu artystów typ prezentowania najnowszych utworów, do których nie ma jeszcze teledysku. Z tej metody poza Dido skorzystali m.in. Hey, Adele, Rihanna, czy też szczeciński raper Łona. Artystka długo milczała co do nowej piosenki, dopiero wczoraj na oficjalnym facebookowym profilu piosenkarki pojawiła się notka o tym, że pierwszym singlem radiowym, promującym krążek Girl who got away stał się kawałek zatytułowany No freedom. Wraz z informacją zamieszczono zdjęcie rękopisu artystki z wypisanym tekstem nowego utworu.    Oprócz tego zapowiedziano, że premiera dzisiaj po godzinie 11.30 czasu lokalnego w programie drugim radia BBC. 

Widać artystka miała wszystko zaplanowane, gdyż zaraz po premierze piosenki na antenie, do sieci wypłynął videoclip (czyżby pierwszy teledysk)? No freedom całkowicie różni się od prezentowanego poprzednio Let us move on. Tym razem kawałek brzmi znajomo- bardziej w stylu piosenkarki niż duet z Lamarem, nie ma eksperymentowania i podróży w nową stronę. Mamy za to wpadający w ucho refren, wyśpiewywany przez Dido na wielu ścieżkach, w tle przygrywa gitara, a słuchając nowego singla robi się cieplej na sercu. Najnowsza produkcja przypomina ballady z debiutanckiej płyty No angel, mimo iż od jej premiery minęło prawie półtorej dekady artystka wciąż trzyma poziom, stworzyła swój własny styl i wcale nie brzmi on jak przysłowiowy "odgrzewany kotlet". Mimo iż ballada bardzo mi się podoba, to boję się o jej przetrwanie na listach przebojów. Teraz- kiedy musi konkurować z hitami takimi jak Skyfall Adele, Diamonds Rihanny, czy obecnym numerze jeden na UK Top Charts, przebój Jamesa Arthura Impossible, najnowszy singiel Dido nie ma dużych szans na przebicie się. Jako otwarcie płyty sprawuje się idealnie, ale gorzej już z walczeniem o miejsca w podium na listach przebojów. Chociaż, kto wie... przecież kto spodziewał się sukcesu Gotye, czy Gangnam Style? :)


Oprócz singla dane nam już jest zobaczyć okładkę w wersji internetowej oraz znamy datę premiery płyty- jest to 4 marca (idealny prezent na Wielkanoc, czyż nie?). Co więcej! Płyta jest już do kupienia w serwisie iTunes jako pre-order- zamawiając ją otrzymamy jednak już dziś Let us move on oraz No freedom. Doszły mnie również słuchy o tym, że płyta ma zostać wydana w wersji deluxe- z różnymi bonusami w postaci dodatkowych piosenek, remiksów i innych wersji utworów z krążka. Jak widać Dido nie próżnuje, tylko czy krążek zyska przychylność fanów jak te poprzednie? Przekonamy się już za 2 miesiące...

Dzisiaj- 11 stycznia- urodziny obchodzi jedna z największych gwiazd polskiej sceny lat '90, Edyta Bartosiewicz. Jako iż bardzo cenię sobie jej dorobek i życzę jej jak najszybszego powrotu do muzyki, kolejny post będzie t.j. prezentem ode mnie dla niej i napiszę coś o Edycie. Jako zajawkę mogę przypomnieć wam piosenkę- Szał- z płyty Szok'n'Szoł z 1995. Teledysk w całkiem przyzwoitej jakości, zdatnej do oglądania (nie jak większość starszych teledysków na portalu Youtube), polecam posłuchać i zajrzeć za kilka dni.

Waflekins.

niedziela, 16 grudnia 2012

Dziewczyna, która uciekła.

Nie było jej od 2008 roku, kiedy zamknęła swoją dyskografię albumem Safe trip home. Wówczas płyta odniosła o wiele mniejszy sukces niż dwie poprzedniczki. Może dlatego, że bardzo odbiegała od tego, co artystka zaprezentowała na poprzednich krążkach? Albo była to po prostu płyta udowadniająca, że autorka nie jest tylko kompozytorką radiowych hitów i potrafi stworzyć coś bardziej poważnego niż cieszące się sławą pop-songi?

W każdym razie od tamtej pory Dido pojawiała się w mediach tylko sporadycznie- dowiedzieliśmy się o jej ciąży, potem tworząc piosenkę do filmu 127 Hours wraz z AR Rahman'em, została nominowana do Oscara (na gali jednak nie wystąpiła), co jakiś czas pozwalała też sobie na koncertowanie, ale o artystce wciąż było cicho. Dopiero niedawno zaczęło dziać się coś poważniejszego. Dido na swoim facebooku, co jakiś czas informowała o tym, że już niedługo będzie wchodzić do studia. Potem zaczęły się sesje zdjęciowe i coraz ciekawsze newsy- największy szał wywołała lista jedenastu nowych piosenek z najnowszego albumu, który będzie nosić tytuł Girl, who got away. Polskie tłumaczenie brzmi Dziewczyna, która uciekła- stąd też nazwa całego artykułu. Osobiście byłem bardzo uradowany faktem, że jedna z bardziej lubianych przez mnie artystek brytyjskiej sceny muzycznej powraca po tak długiej przerwie.

Jaka będzie na Girl who got away? Podąży spokojną, nieradiową ścieżką jaką utworzyła sobie na poprzedniej płycie, czy powróci do starych klimatów z Life for rent oraz No Angel- gatunkowo z pogranicza popu, soulu i trip-hopu- pełnych bomb takich jak Take my hand, See when you're 40 albo Don't leave home. Cóż, namiastkę tego dostaliśmy w postaci przedpremierowo ujawnionej piosenki- duetu trzeciej ścieżki z albumu zatytułowanej Let us move on, duetu z raperem Kendrickiem Lamarem. Szczerze mówiąc, mnie uwiodła nowa produkcja artystki. Brzmi to świeżo. Zdecydowanie lepiej od kompozycji z poprzedniego krążka z 2008 roku. Trochę przypomina mi to słynny Stan wykonany wraz z Eminemem. Nowy singiel jest jednakże o wiele dojrzalszy. Jest spokojny- deszczowy wręcz- a tym samym bardzo emocjonalny, jak wiele piosenek artystki z poprzednich płyt. Od razu można zauważyć, że Dido rozwinęła swój warsztat i doszła do poziomu wręcz doskonałego- wszystkie instrumenty zgrywają się wraz z głosem artystki i łączą się w idealną symbiozę. Trochę brakuje mi gitar, które znajdowały się w jej repertuarze od zawsze. Mimo to mam nadzieję, że na najnowszym albumie znajdzie się chociaż jedna akustyczna ballada- bo czym bez tego byłaby płyta Dido?


Dla przypomnienia- dziewczyna ukryta pod pseudonimem Dido to tak naprawdę Dido Florian Cloud de Bounevialle Armstrong. Zadebiutowała w 1999 roku płytą No Angel (wydanej nakładem wytwórni Artista Records), która odniosła bardzo duży sukces za sprawą singli Thank You- prezentowanego w radiach i telewizjach muzycznych całego świata do dzisiaj- oraz Here With Me, który stał się motywem muzycznym do serialu Roswell: W kręgu tajemnic. Jak dla mnie jedna z najlepszych angielskich płyt, jaka mogła ujrzeć światło dzienne. Debiutu Dido można słuchać godzinami i wciąż brzmi to perfekcyjnie. Żadnemu artyście solowemu lub zespołowi nie wyszedł tak dobry start w świat muzyki. Należy też wspomnieć o tym, że jej bratem jest niejaki Rollo Armstrong- członek również znanej grupy Faithless (niestety rozwiązanej w 2011 roku). Rodzeństwo czasem łączyło swoje siły i wspólnie wydawało, czego dowodem są piosenki takie jak One step too far, Feeling good, tudzież North Star. Słychać, że krewniacy idealni się rozumieli, gdy tylko wchodzili do studia nagraniowego. Duety te stanowią ciekawe uzupełnienie ich dorobku- jednego już zamkniętego, zwieńczonego krążkiem The Dance z 2010 roku i drugiego- czekającego, aby odnosić kolejne sukcesy, czego bardzo życzę piosenkarce. Na Dziewczynę, która uciekła musimy jednak jeszcze trochę poczekać. Premiera jest bowiem dopiero zapowiedziana na przyszły rok. Czymże jest jednak kilka miesięcy w porównaniu do 4 lat, przez które musieliśmy czekać na jakikolwiek znak od Dido?
Z pozdrowieniami.
Waflekins.