Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felietonowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felietonowo. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2015

Post bez muzyki.

Mój powrót do Korkowania planuję już od trzech jak nie czterech tygodni. Serio.
Wymyśliłem sobie, że na pewno odbędzie się to we wtorek - spece od pijaru i mediów społecznościowych pewnie płaczą w tym momencie rzewnymi łzami, bo kiedyś (dosyć dawno temu, nie pamiętam dokładnie) słyszałem, że środek tygodnia to najgorsza pora jaka istnieje na wstawianie czegokolwiek, bo odbiór jest wtedy mniejszy, trudno się utrzymać wtedy w rankingu, przyciągnąć uwagę, sratatata.

Na szczęście MuzyczneKorki są obecnie zamknięte na społecznościowym strychu, przykryte kurzem i nostalgiczną płachtą zapomnienia (mówiąc mniej poetycko - spece od mediów społecznościowych mają to miejsce głęboko między swoimi medialnymi pośladkami - przykre to bardzo, poruszony jestem do granic możliwości taką możliwością).
Zatem wracam hipstersko między wtorkiem, a środą - żeby nikt nie wiedział poza alternatywą alternatyw.

U mnie dalej wtorek.Więc w sumie jestem zadowolony.
Wy natomiast tego posta zobaczycie dopiero w środę. Przypuszczam, że w południe - tak to zaraz ustawię. Jednak środa to nie wtorek. Czy w takim razie nawaliłem ze swoim powrotem? Chyba nie. Może lekko oszukałem system, który sam sobie wymyśliłem. Zresztą co kogo to obchodzi? To tylko mój symboliczny bełkot, zjedźcie akapit niżej.

Przechodząc do właściwego sedna sprawy - post ma charakter czysto informacyjny. Dzisiaj niestety żadnej recenzji, nowinki, czy innej duperelki nie będzie. Takowa PRAWDOPODOBNIE pojawi się za równy tydzień. Możliwe, że wrócę wtedy z recenzją jakiegoś przyjemnego albumiku z zawartością w formacie mp3. Szczerze powiedziawszy - bardzo brakowało mi moich częstych, gęstych, niekiedy arcynudnych pewnie wywodów na temat bajeranckich płyt (ktoś tak jeszcze mówi, czy to słowo przywłaszczyły sobie już na stałe retro dziadostwa mojego pokroju?) i całego pokazywania, jacy fajowscy są artyści przeze mnie słuchani.

Chciałbym, żeby Korki wróciły w zupełnie innej formie niż dotychczas. Zmieniłbym zdjęcie profilowe na facebooku - na Bogów tego świata, jak ja marzę o przyzwoitym profajlowym na fejsie.

No i na pewno nie będzie tyle działów co dotychczas, bo i tak nie mam kiedy tego prowadzić. Nie jest to portal muzyczny i nie istnieje nawet w leżącym daleko daleko daleko stąd Hogwarcie siła, która pozwoli mi prowadzić taki portal samotnie, musiałbym chyba siedzieć cały dzień wygodnie na czterech literach i wyrzucać w świat kolejne posty (o ile ja bym może jeszcze to jakoś zdzierżył, bo jestem leniem i opcja całego dnia spędzonego przy komputerze i muzyce nie jest dla mnie koszmarem, o tyle bardziej martwię się o to jak Wy przeżylibyście taką ilość moich wypocin). Nie znikną one na zawsze - PrzyjrzyjmySię (w lekko skróconej wersji) i Wyliczanki (z ograniczoną liczbą do siedmiu - każdego dnia kolejna piosenka) przeprowadzą się na fejsbunia, nowości możliwe, że znikną całkowicie.

Jeszcze nie wiem. Na razie piszę posta powitalnego - to naprawdę nie jest takie proste po prawie pół roku obijania się.

Btw lol, nie napisałem żadnego posta przez 5 miesięcy i jeszcze raczę używać określenia portal muzyczny w stosunku do mojej twórczości.

Zatem wszelkiej maści nowinek zapewne będziecie musieli szukać w Radiu ZET albo na stronie internetowej Polskiego Radia. Ja na razie celuję przede wszystkim w recenzję płyty co wtorek o 20:00 - na razie w taki sposób będę się podobnie zagnieżdżał w Waszych serduchach. Mam nadzieję, że na stałe.

To do widzenia, do zobaczenia za tydzień! :D

środa, 3 grudnia 2014

Gdzież się podziewałem jak nie było mnie tu, gdzie teraz jestem?

Powracam po miesiącu przerwy. Wprawdzie w czasie tego miesiąca nie napisałem niczego dłuższego niż lista zakupów, ale mam nadzieję, że nie wyszedłem z wprawy. Miałem na głowię kilka dużych egzaminów, kolokwiów i projektów w internecie. Kolejne przede mną. Nie wiadomo jeszcze czy pokonałem wielką królową wszystkich nauk - matematykę stosowaną. Mam nadzieję, że uciąłem jej łeb przy samej szyi. Miło by było zacząć zaliczanie egzaminów soczystą piąteczką.
Pomarzyć i głupi może, nie?

W każdym bądź razie postanowiłem poopowiadać Wam, gdzie ostatnio muzycznie zapuściłem korzenie, co w pierwszych miesiącach studenckiego życia leci u mnie w odtwarzaczu. Czyli w sumie nihil novi. To samo co robiłem dotychczas i co chciałbym robić jeszcze długo.
Trzeba tylko uciec ze zwariowanej krainy liczb.
Nie przedłużając zbytnio - zapraszam do lektury.

09. Pablopavo & Ludziki - "Telehon"

Patrikosowe feng shui - pozbycie się telewizora bardzo, ale to bardzo korzystnie wpłynie na Wasze życie. W każdym bądź razie moje poranki z czwórkową audycją poranną "Nawiedzeni" poszerzyły dość znacznie moją "śmietnikową" playlistę na Spotify, gdzie wrzucam absolutnie wszystko, co wpadnie mi w ucho. Jedną z takich piosenek jest właśnie dosyć mocno porypany tekstowo "Telehon". Niby oniryzm, wątki narodowościowe, wszystko jest takie dziwnie odrealnione. I ciągle to "Halo?! Tu Pablopavo dzwonię do Ciebie ze snu!" wołające do półsennego słuchacza z oddali.
A może po prostu nie posłodziłem herbaty?



08. Barabas - "Idiotka"

Intrygująca piosenka o dewotce. Dość nietypowa tematyka jak na polskie konserwowane klimaty. Eski i RMF-u raczej "Idiotka" nie zwojuje, ale światek zafascynowany elektroniką zauważy ciekawą kreację sceniczną Barbas (swoją drogą uwielbiam gogle Pani wokalistki), gdy tylko wydadzą swój pierwszy longplay. Jestem o tym święcie przekonany. Hehehe piosenka o dewocie, klęczącej w kościele, a ja jestem ŚWIĘCIE przekonany. Hihihi.  Suchary na bok. Płyta zamiesza na polskim rynku muzycznym. Na razie jest tylko pierwszy singiel, ale ja kupuję tą elektrotrupę w ciemno!


07. Natalia Przybysz - "Królowa Śniegu"

Krążkiem "Prąd" 1/2 byłego Sistars - Natalia Przybysz - pokazała, że na soulu i piosenkach Janis Joplin jej repertuar się nie kończy. I co teraz hejterzy? Na razie nad "Prądem" zachwyty wznosi większość branży muzycznej. Nie dziwię im się. To bardzo ładny krążek. Najbardziej do gustu przypadła mi spokojna "Królowa Śniegu", położona praktycznie na samym finiszu płyty. Brzmiąca trochę jak oldschoolowe country. Słuchając słonecznej, spokojnej gitarki przychodzą mi na myśl Mazury latem. Jest bardzo kolorowo, ciekawie. Wszystko wokół jest takie spokojne, a przy czym niesamowicie napompowane emocjami. Aż chciałoby się westchnąć "wow, wow. Uszanowanko dla Pani Natalii Przybysz"

niedziela, 3 sierpnia 2014

Starcie gigantów

Witam z powrotem!
Woodstock skończył się tak samo szybko jak się zaczął. Te 5 dni przeminęły jak oszalałe z prędkością światła - a szkoda, bo bawiłem się naprawdę wybornie. Do domu wróciłem kiedy już powoli zaczynało świtać, kładłem się spać, gdy ludzie wychodzili już do pracy i mimo tego, że minął cały dzień, to pofestiwalowe emocje dalej we mnie nie opadły i wydaje mi się, że jeszcze długo nie opadną. Jeżeli chodzi o same koncerty - mam Wam bardzo dużo do opowiedzenia i recenzje płyt, które planowałem będą musiały trochę poczekać. Na dokładnej relacji z kostrzyńskiego festu skupię się w przyszłym poście. Dzisiaj będzie coś zupełnie innego. Skonfrontuję dwa giganty pośród polskich letnich festiwali - bardzo sporo osób ultrazakochanych w jednym z tych wydarzeń często hejtuje drugie, grono radykalnych fanów tego drugiego, wylewa cysterny jadu na to pierwsze.
Będzie moi drodzy o Openerze i Woodstocku!

Sceny główne dwóch największych kolosów na naszym polskim festiwalowym rynku. Dwie liczące się za granicą nazwy.
Widzieliście już je na żywo?

Który z tych festiwalów jest lepszy? Jak dla mnie odpowiedź brzmi - żaden. Oba pokochałem całym sercem praktycznie tak samo. Nic jednak nie jest takie piękne i kolorowe - tak to już w świecie bywa, że obok superlatyw pojawiają się i wady. Postanowiłem sobie wszystko podzielić na sześć kategorii ze względu na które będę omawiać oba festiwale. Zapraszam do lektury ;)

CENA

No tutaj ewidentnie nie ma o czym mówić - jak nic wygrywa Woodstock. Jeśli w Waszym portfelu wieje pustką jak na westernowym filmie przed finałowym starciem dwóch rywali, a chcecie posłuchać dużo dobrej muzyki, to na Opener'a już się raczej nie wybierzecie. Nie martwcie się - Kostrzyn jednak wita Was z otwartymi ramionami - impreza jest niebiletowana i każdy fan fajnego grania na żywo i pozytywnej zabawy jest tutaj mile widziany! Nic tylko pakować namiot, wsiadać w pociąg i jechać! Tylko koniecznie trochę wcześniej przed festiwalem, bo w tym roku, gdy przyjechałem 29 Lipca (de facto 2 dni przed rozpoczęciem festiwalu), miejsca na polu namiotowym było już tyle co kot napłakał, a większość przyjezdnych lokowała się już w lesie.



sobota, 29 marca 2014

Kryzys wiary?

Dzień dobry.
Dziś ciężar wiosny pachnącej rozkwitającymi kwiatami. Ja jak to ja - pory roku kojarzę z ulubionymi płytami. Dużo dobrych dźwięków kojarzy mi się z tym okresem.
Może jest ich już nawet za dużo?
Dziś będzie felieton. Dawno tego nie robiłem. Niestety - u mnie zwykle jak pojawiają się tu przemyślenia, to zawsze się robi jakoś tak ckliwie i smutno.
Znowu wprowadzę dramaturgię na Korkach.

Niby noc jak każda inna. Wczoraj wybrałem się na happysad w Słowianinie. Lubię tę okolicę bo i Odra, i port, i dźwigozaurów rząd w tle majaczącym na tle zachodzącego słońca. Bardzo poetycki, zachwycający obrazek. Katharsis przezyłem jednak dopiero wewnątrz słynnego, szczecińskiego Domu Kultury. Pogo niesamowite, energia nie do opisania, krok za krokiem krok. Teraz dzięki temu modny fiolet zdobi moją prawą rekę. Nie powiem mocno na mnie to urzekło. Już drugi raz idę na happysad i dostaję to, czego tak mocno oczekuję zawsze idąc na koncert Hey'a. Mocne, obrastające w siłę brzmienia, wspólne śpiewanie piosenek i taniec spoconych ciał.
Jeśli wiesz co chcę powiedzieć - Cały mój świat potrzebuje psychologa.

wtorek, 26 lutego 2013

Ogłoszenia parafialne :D

Witam was znienacka, ponownie, po baaaaardzo długiej przerwie.
Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony tym, że ta strona- mimo mojej nieobecności- wciąż ma wyświetlenia, trzyma się dobrze i nie jest z nią tak źle jak sądziłem. Dziękuję wam za to, że jesteście i chce wam się w ogóle wchodzić :)
Zacznę od wytłumaczenia się- bo jakby nie patrzeć wyjaśnienia się wam należą. Luty był naprawdę ciężkim miesiącem. Waliło się dosłownie wszystko, co mogło się zawalić i gdy wracałem do domu załamany myśląc, że gorzej już być nie może, życie pokazywało, że jednak nie mam racji. W pewnym momencie moja odskocznia od całego tego zamętu- jaką był ten blog, też zaczęła mnie męczyć- posty wydawały mi się bezpłciowe i niewiarygodnie słabe. Oprócz tego skupiając się na problemach, przestałem wymyślać nowe, ciekawe tematy, o których można by pisać, a kiedy już takowy znalazłem, to nie mogłem napisać tego tak, aby było to dla mnie satysfakcjonujące- jak to jest w przypadku dwóch albo trzech poprzednich postów (wolałbym o nich zapomnieć :p ). Wtedy stwierdziłem, że muszę na jakiś czas zrobić sobie przerwę od pisania czegokolwiek. Zaszyłem się z ulubioną muzyką, kompletnie odcinając od świata na pewien czas. Nie działo się to z dnia na dzień- ten proces następował u mnie bardzo długo i walczyłem z nim cały luty.
Można powiedzieć, że zebrały się nade mną ostatnio
szare chmury...
Wydarzyło się naprawdę wiele i patrząc na to z obecnej perspektywy- kiedy mogę już o tym mówić jako o czasie przeszłym- jestem zadowolony, bo nauczyłem się wielu nowych rzeczy. Wzbogacony o nowe doświadczenia nosiłem się też z zamiarem powrotu do bloga- i tak oto znowu jestem tutaj. Tym razem post będzie krótki, ale już od jutra czekają was nowości, bo będzie się działo.
Wracam pełną parą. Już jutro porozmawiam z wami o zespole Of Monsters and Men- na specjalnie zamówienie specjalnego czytelnika oraz również specjalne zamówienie- będzie Nirvana- to już w trochę późniejszym czasie. W najbliższych dniach pojawi się też fanpage bloga na serwisie facebook (no bo jeżeli nie ma fejsa, to formalnie w internecie takie coś nie istnieje :)), dostaniecie do niego link w którymś z najbliższych postów. Będzie też jeden zaaaaległy post z serii, którą jak widać olałem, a wiążę z nią duże nadzieje. Pojawi się kilka postów w kategorii "Wyliczanki" (jak widzicie przed odejściem dodałem kategorie do newsów, więc nie ma już takiego bałaganu w postach- wszystko jest łatwiej znaleźć. I będzie jeszcze więcej ;) ). Jeżeli chcecie przeczytać o swoim ulubionym zespole piszcie na maila- muzycznekorki@gmail.com. Dostałem już dwa posty o synthpopowym duecie- La Roux. Biorę pod uwagę wasze posty i o nich też szykuję posta. Pomówimy też trochę o nowinkach technicznych, nowościach ze świata muzyki i... powiem wam, że będzie ciekawie!
Stay tuned.
Na koniec piosenka, która w ostatnich dniach podtrzymywała mnie na duchu. Teraz "I can move in the right direction" :)

Waflekins.

piątek, 11 stycznia 2013

Na nowo.

Witam was po dosyć długiej przerwie, niestety trochę poległem i zawiodłem co do moich planów co do postowania (niestety przytłoczył mnie ogrom pracy poza blogiem- i na niej musiałem się najbardziej skupić). Od teraz postanowiłem nie wyznaczać sobie dokładnego harmonogramu, gdyż nie umiem się takowego trzymać. Posty będą się pojawiać i zostanę przy zapowiadaniu nowego posta na końcu poprzedniego, bo ta metoda jak na razie się sprawdza. W ramach rekompensaty mogę was zapewnić, że ułożyłem sobie idealny plan co do blogowania, mam nadzieję, że się powiedzie. Wiem już mniej więcej co publikować aż do marca- pomysłów jest mnóstwo. Jeżeli chcecie się jednak podzielić ze mną jakąś muzyką, którą warto poznać (co ciekawsze tytuły po przesłuchaniu będę na pewno recenzować), wydarzeniem, czy po prostu napisać coś do mnie- piszcie na specjalnego maila- muzycznekorki@gmail.com. Jednym słowem- roboty jest ogrom. Tymczasem zapraszam was do nowego posta, pierwszego w 2013 roku.




















Pamiętacie, gdy opowiadałem wam o Dido i jej najnowszej płycie Girl who got away? Jeżeli nie to polecam zaznajomić się z artykułem "Dziewczyna, która uciekła" do którego zamieszczam wam link (http://muzczne.blogspot.com/2012/12/dziewczyna-ktora-ucieka.html). Miesiąc temu poznaliśmy piosenkę Let us move on wykonaną z raperem Kendrickiem Lamarem. Wówczas w muzycznych mediach (w tych zagranicznych rozeszło się to jakoś huczniej niż w tych polskich) zapanował szał związany z powrotem artystki- wszyscy zastanawiali się, czy wypuszczony do sieci utwór jest pierwszym oficjalnym singlem z płyty. Do piosenki powstał również tzw. "lyrics video"- ostatnio bardzo popularny wśród wielu artystów typ prezentowania najnowszych utworów, do których nie ma jeszcze teledysku. Z tej metody poza Dido skorzystali m.in. Hey, Adele, Rihanna, czy też szczeciński raper Łona. Artystka długo milczała co do nowej piosenki, dopiero wczoraj na oficjalnym facebookowym profilu piosenkarki pojawiła się notka o tym, że pierwszym singlem radiowym, promującym krążek Girl who got away stał się kawałek zatytułowany No freedom. Wraz z informacją zamieszczono zdjęcie rękopisu artystki z wypisanym tekstem nowego utworu.    Oprócz tego zapowiedziano, że premiera dzisiaj po godzinie 11.30 czasu lokalnego w programie drugim radia BBC. 

Widać artystka miała wszystko zaplanowane, gdyż zaraz po premierze piosenki na antenie, do sieci wypłynął videoclip (czyżby pierwszy teledysk)? No freedom całkowicie różni się od prezentowanego poprzednio Let us move on. Tym razem kawałek brzmi znajomo- bardziej w stylu piosenkarki niż duet z Lamarem, nie ma eksperymentowania i podróży w nową stronę. Mamy za to wpadający w ucho refren, wyśpiewywany przez Dido na wielu ścieżkach, w tle przygrywa gitara, a słuchając nowego singla robi się cieplej na sercu. Najnowsza produkcja przypomina ballady z debiutanckiej płyty No angel, mimo iż od jej premiery minęło prawie półtorej dekady artystka wciąż trzyma poziom, stworzyła swój własny styl i wcale nie brzmi on jak przysłowiowy "odgrzewany kotlet". Mimo iż ballada bardzo mi się podoba, to boję się o jej przetrwanie na listach przebojów. Teraz- kiedy musi konkurować z hitami takimi jak Skyfall Adele, Diamonds Rihanny, czy obecnym numerze jeden na UK Top Charts, przebój Jamesa Arthura Impossible, najnowszy singiel Dido nie ma dużych szans na przebicie się. Jako otwarcie płyty sprawuje się idealnie, ale gorzej już z walczeniem o miejsca w podium na listach przebojów. Chociaż, kto wie... przecież kto spodziewał się sukcesu Gotye, czy Gangnam Style? :)


Oprócz singla dane nam już jest zobaczyć okładkę w wersji internetowej oraz znamy datę premiery płyty- jest to 4 marca (idealny prezent na Wielkanoc, czyż nie?). Co więcej! Płyta jest już do kupienia w serwisie iTunes jako pre-order- zamawiając ją otrzymamy jednak już dziś Let us move on oraz No freedom. Doszły mnie również słuchy o tym, że płyta ma zostać wydana w wersji deluxe- z różnymi bonusami w postaci dodatkowych piosenek, remiksów i innych wersji utworów z krążka. Jak widać Dido nie próżnuje, tylko czy krążek zyska przychylność fanów jak te poprzednie? Przekonamy się już za 2 miesiące...

Dzisiaj- 11 stycznia- urodziny obchodzi jedna z największych gwiazd polskiej sceny lat '90, Edyta Bartosiewicz. Jako iż bardzo cenię sobie jej dorobek i życzę jej jak najszybszego powrotu do muzyki, kolejny post będzie t.j. prezentem ode mnie dla niej i napiszę coś o Edycie. Jako zajawkę mogę przypomnieć wam piosenkę- Szał- z płyty Szok'n'Szoł z 1995. Teledysk w całkiem przyzwoitej jakości, zdatnej do oglądania (nie jak większość starszych teledysków na portalu Youtube), polecam posłuchać i zajrzeć za kilka dni.

Waflekins.

środa, 5 grudnia 2012

Hello world!!! Czyli felietonowe powitanie :)

Cóż.. zaczynając bloga, wypadałoby się przedstawić i wyjaśnić, po co kolejna sterta wpisów, zapełniających internet?
Kiedyś już próbowałem pisać blogi- głównie o moim własnym życiu (co nie było wcale takie ciekawe- no bo kogo to obchodzi?), ale średnio mi to wychodziło. Serio! Ostatnio znalazłem jeden z takowych z bodajże dwoma wpisami, stworzony jeszcze w czasach podstawówki, gdzie wyżalam się na "głupią panią od matematyki, bo zadała zadanie", czy też na "wf-y bo trzeba ćwiczyć, kiedy mi się nie chce, toteż schowam się na 45 minut za brzozą".
Tym razem tak nie będzie.
O czym zatem?
O modzie i trendach? O wymyślonych przeze mnie historiach, a może czymś zupełnie innym?
Nie- to będzie blog o mojej największej z największych pasji, czymś czemu oddaję się praktycznie codziennie i bez czego nie widzę mojego życia (oczywiście poza moją narzeczoną ;)). Będzie to blog dotyczący muzyki- tym, jaka muzyka mnie zainspirowała, jakie płyty ostatnio zraziły i co codziennie gra w słuchawkach, a uwierzcie mi- jest tego dużo, ponieważ bez odtwarzacza mp3 nie wyobrażam sobie wyjścia z domu. Muzyka jest poza moją pasją, czymś w rodzaju uzależnienia, ale wydaje mi się, że poza psuciem słuchu to jest bardzo dobry nałóg (na pewno lepszy niż papierosy, czy alkohol- one nie potrafią dostarczyć takiej dawki emocji w chociażby śladowym stopniu).
Nazywam się Patryk, ale pod postami będę podpisywać się nickiem absolutnie nowym, którego jeszcze nie używałem, a uwiódł mnie ostatnio na tyle, by go sobie przywłaszczyć jako nowy podpis- w sam raz na bloga. Ten blog jest zatem też dla mnie czymś w rodzaju nowych narodzin. Rodzi się kolejna moja część, która- mam nadzieję- zawita tutaj na stałe. Urodzony 30 listopada, mroźnej i śnieżnej zimy 1995 roku (o tej zimie niestety słyszałem tylko z opowiadań, a szkoda). Muzyka towarzyszyła mi już od dzieciństwa- mając rodziców, również kochających tą dziedzinę sztuki od dziecka znałem wiele różnych
zespołów- głównie rockowych (ze względu na preferencje rodziców) jak Metallica, AC/DC, czy Manowar. Z czasem moje gusta rozwinęły się. Przeżyłem w swoim okresie już bunt- byłem grungem, identyfikowałem się z gotami i punkami, a potem miałem epizody z muzyką bardziej radiową. Dziś słucham każdego gatunku muzyki, w każdej staram się odnaleźć coś urzekającego i chwytającego za serce mocniej niż kły rekina mniejsze morskie stworzonka. Najbardziej kocham jednak trip-hop, rock, elektronikę i jazz. Gram od 2 lat na gitarze akustycznej i staram się na niej tworzyć swoje własne kompozycje (obecnie naliczyłem się 19)- mam nadzieję, że kiedyś coś wam wrzucę ;)
Na tym blogu co jakiś czas (myślę o odstępach 2-3 dniowych na początek) będę wrzucać przeróżne własne recenzje albumów, polecać wam nowych na scenie muzycznej artystów, powiadamiać o wydarzeniach muzycznych w Polsce i zagranicznych oraz opowiadać o tych, w których miałem okazję brać udział. Mam nadzieję, że czujecie się chociażby w lekkim stopniu zachęceni, by zajrzeć tutaj w sobotę (a może nawet wcześniej :P), aby znaleźć recenzję płyty, która narobiła przez ostatnie dwa miesiące ogromne zamieszanie na naszym rodzimym rynku muzycznym- Jezus, Maria Peszek, autorstwa Marii Peszek, którą mam zaszczyt wam zapowiedzieć.
Herbaty, którą przyszykowałem sobie przed pisaniem zacznie ubyło i zostały już tylko fusy, zatem felieton też powinien dobiec końca. Zapraszam was w sobotę na pierwszą recenzję płyty, a w międzyczasie- jako zachętę- rzucę wam drugą piosenkę z tejże płyty, zatytułowaną "Nie ogarniam" i jeszcze raz zachęcam do zajrzenia w sobotę. Możecie zapisać sobie w kalendarzyku, ustawić przypomnienie w telefonie, zasubskrybować bloga (coby wam przyszło powiadomienie na maila) albo nakleić sobie karteczkę na lodówce :D
Do soboty, ludziska!
Całuję
Na koniec obiecana piosenka:



Wafflekins.